Did You Know?

Przesyłka z ciszy orbitalnej


Przesyłka z ciszy orbitalnej
Nad równikiem unosiła się wieża orbitalna Tantal, a kabel śpiewał suchym metalowym szeptem. Na siedemsetnym kilometrze Iga Borecka odbierała zgłoszenia kapsuł, które zbyt długo milczały. Milczące jednostki nazywano tutaj duchami, choć oficjalne protokoły mówiły po prostu: brak telemetrii. Przez pancerne okno widać było amazoński horyzont, pokryty chmurami jak zmarszczkami na wodzie. Systemy grzały się równo, wskaźniki tańczyły, a w śluzach krążył zapach smaru. Zwykła noc dyżurowa, dopóki radar nie wypluł anomalii o numerze, który znała na pamięć. Ping przychodził w odstępach, które układały się w jej harcerszy kod sygnałowy sprzed lat. Kapsuła leciała z góry, po trajektorii serwisowej, ale bez nadajnika, bez podpisu. Niby śmieć, a jednak ktoś dał jej drogę przez ściśle zarezerwowaną strefę. Borys wszedł do sterowni, podtrzymując kubek, i mruknął, że takie rzeczy kończą się raportem do Archiwum. Wcisnęła przechwyt, bo w uszach wibrowała jej dawna melodia gwizdka z obozowego lata. System potwierdził przechwyt i ostrzegł o niezgodności epoki materiałowej z metryką formalną. Powłoka kapsuły miała mikrorysy jak po stu latach plazmowych deszczy, a lakier podpisano dzisiejszą datą. Na włazie widniał znak kontroli jakości z jej rodzinnego miasteczka, choć tam już nikt nie produkował kosmicznych części. Manifest ładunku brzmiał krótko: do rąk własnych, Iga Borecka, tylko po zmierzchu. Borys zmrużył oczy i zapytał, kto bawi się czasem z takim rozmachem. Odpowiedziała, że sprawdzi w śluzie badawczej, a on ma zgłosić opóźnienie serwisowym dronom. Serce biło jej równo, ale palce drżały, jakby pamiętały inny nocny dyżur. Śluza zaszumiała, gdy kapsuła wjechała na stół badawczy pod głębokie wiszące lampy. Aluminium pachniało chłodem, a kabel wieży szeptał w tle szkieletowym cichym tonem. Pierwszy zamek ustąpił po kodzie, którego nie powinna znać, a jednak znała. Ze środka doleciał szept, jak z blaszanej puszki: Igusia, nie spiesz się, proszę. Tylko babcia tak do niej mówiła, i tylko w jeden bardzo zły dzień. Borys spytał, czy też to słyszy, i odsunął się, jakby ściany miały nagle rosnąć kolce. Iga nacisnęła drugi zamek, aż palec rozbolał od drgań elektromagnesu na krótką chwilę. Wnętrze nie kryło narzędzi ani próbek, tylko szkatułę ze szkła plecionego z włóknami, które żyły. Przezroczyste pasma pulsowały w rytmie zsynchronizowanym z jej oddechem, a na skraju połyskiwała jej inicjałami zatarta blaszka. W gnieździe spoczywało ziarno wielkości pestki śliwki, pocięte mikrokanalikami, które układały się w mapę burz jonosferycznych na jutro. Lampa zamrugała i nagle wszystkie wskaźniki przeskoczyły o minutę do przodu, jakby czas sapnął i się poprawił. Ziarno drgnęło i otworzyło szparę, a stół wykazał pobór tlenu z powietrza. W tym samym momencie radar zewnętrzny zamigotał, zgłaszając drugą, identyczną kapsułę na zbieżnej trajektorii.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 28
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.