Przejście przez Arkadion
Lipcowy wieczór był upalny, a powietrze w starym Sosnowcu lepiło się do skóry jak przezroczysta folia. Diana, zaczytana w grubym tomie fantastyki, siedziała na rozchwierutanym rowerze, który od dawna prosił się o nowe hamulce. Obok, Emil, jej najlepszy kumpel od czasów szkoły podstawowej, ciągnął za sobą torbę z aparatem. W końcu dziś mieli odkryć coś, co doda sensu wakacyjnym popołudniom.
– A jeśli nie znajdziemy niczego ciekawego? – zapytał Emil, marszcząc brwi. Jego pasja do fotografii i historii czyniła go urodzonym tropicielem, ale czasem wątpliwości brały górę.
– Wtedy wrócimy do domu i obejrzymy serial – rzuciła lekko Diana. – Ale najpierw spróbujemy.
Zatrzymali się pod ogrodzeniem starej willi. Elewacja odpadała płatami, a za zarośniętą bramą niewyraźnie majaczył cień kolumnady. Willa była znana miejscowym – podobno mieszkał tu przed wojną ekscentryczny naukowiec, który znikał na całe tygodnie. Dziś posiadłość należała do miasta i czekała na rozbiórkę.
– Widzisz to? – szepnął Emil, wskazując na drzwi z wytrawionym znakiem przypominającym stylizowaną literę A.
– Arkadion – powiedziała Diana. – Tak nazywano tę willę, pamiętasz?
Otworzyli furtkę – zaskakująco łatwo, jakby dla nich była zostawiona. Przepchnęli rowery przez zarośnięty ogród i weszli do środka. Wnętrze wypełniał zapach kurzu i starych książek. Po ścianach wiły się pęknięcia, odsłaniając ślady niegdyś ozdobnych fresków.
Najciekawszy był jednak hol – dwupiętrowy, z lustrzanymi drzwiami w samym środku. Odbijały skrzywione postaci wnikające do środka, a przez brudną szybę padał blady snop światła.
Emil ustawił aparat, a Diana zaczęła badać ramę drzwi.
– Co to za wcięcie? – zainteresował się Emil. Przy samej krawędzi znajdował się okrągły otwór, jakby brakowało w nim jakiegoś elementu.
Diana wyciągnęła z kieszeni monetę, którą znalazła przed wejściem do ogrodu – stara, zdobiona, z cyfrą „8” na rewersie. Spróbowała przyłożyć ją do otworu.
W tym momencie powietrze zadrżało, a światło ożyło w szklanych drzwiach – w lustrze odbiła się nieznana im przestrzeń: rozległa, pełna zawieszonych w powietrzu mostów i monumentalnych budowli z innego materiału, niż znali.
Zza drzwi dobiegł cichy szmer, a podłoga pod ich stopami zadrgała. Odcień światła się zmienił, nabierając głębokiej, złotej barwy.
Nagle drzwi uchyliły się, a z drugiej strony wyjrzała para oczu o kolorze stalowego nieba...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?