Przejście pod Platanem
Był koniec maja, powietrze pachniało mokrą ziemią i młodymi liśćmi po nocnej burzy. W parku na obrzeżach miasta, gdzie platan o rozłożystych konarach pamiętał czasy, gdy ludzi było tu mniej niż ptaków, spotkali się Ada, Julek i Basia. Zbliżały się egzaminy końcowe, a oni zamiast powtarzać daty i wzory, wybrali ławkę pod platanym – miejsce, w którym zwykle rodziły się najlepsze pomysły. Sam platan miał w sobie coś pradawnego. Julek twierdził nawet, że w zimie słychać, jak szepcze przez korę.
Tego popołudnia nie mieli jednak ochoty na żarty. Padało przez większość dnia, ale teraz zza chmur przeświecało słońce, rozpraszając mgłę unoszącą się nad trawnikiem. Ada wyjęła z plecaka komiks i zaczęła rysować coś w notesie. Julek, rozkojarzony, krążył wokół ławki, a Basia przysuwała się coraz bliżej korzeni platanu, jakby czegoś szukała.
W pewnym momencie Basia zauważyła coś nietypowego: jedna z gałęzi drzewa rzucała cień w zupełnie niespodziewanym kierunku. – Ej, patrzcie tutaj! – zawołała. – Ta gałąź… czy cień nie powinien padać na drugą stronę?
Julek podszedł pierwszy. – Może to przez kształt liści? – zapytał, ale wiedział, że to tylko wymówka. Promień słońca przesuwał się po korze, a cień nie poruszał się razem z nim.
Zaczęli dotykać kory w miejscu, gdzie cień powinien się kończyć, ale ich ręce natrafiły na coś... miękkiego? Basia wsunęła dłoń głębiej i nagle jej ręka zniknęła, jakby wpadła w chłodne mleko. Szarpnęła się przestraszona. – To... to nie jest normalne – powiedziała cicho.
Ada spojrzała na nich z szeroko otwartymi oczami. – Myślicie, że to jakieś przejście? Jak w tych wszystkich grach albo książkach?
Julek przyglądał się dziwnemu zjawisku. – Może spróbujemy tam wejść? – rzucił, starając się brzmieć odważnie.
Najpierw wsunęli dłoń, potem głowę. Za korą nie było jednak ciemności, tylko niebieska poświata, która pulsowała w rytm bijącego serca.
Wymienili spojrzenia. Ada ścisnęła notes, Basia poprawiła plecak, a Julek przełknął ślinę. Potem – prawie jednocześnie – weszli pod platan, przekraczając granicę światła.
Zostali otoczeni chłodnym powietrzem i nieznanym dźwiękiem, który przypominał muzykę, ale nie miał melodii. Przed nimi powoli wyłaniała się ścieżka, wijąca się pośród srebrnych drzew i jasnych, zawieszonych w powietrzu mgieł.
Nad ścieżką wyrosła sylwetka wysokiej postaci, z oczami tak błyszczącymi jak kryształy. Zatrzymali się, czując przyspieszone bicie serca.
– Oczekiwaliśmy was – odezwała się postać, jej głos odbijał się echem między drzewami.
Przez chwilę nikt się nie ruszył. Nie wiedzieli, czy powinni wykonać krok w przód, czy odwrócić się i spróbować wrócić przez portal...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?