Przebudzenie Mglistych Ogrodów
Gdy wiosenna burza rozświetliła niebo nad doliną, Lena stała przy oknie swojego pokoju na poddaszu. Wybudowana z czerwonej cegły posiadłość Gryffów, od wieków należąca do jej rodziny, sprawiała wrażenie, jakby sama oddychała wilgotnym powietrzem burzowych nocy. Pogrążone w mroku ogrody rozciągały się aż po linię starego lasu, który dzień wcześniej omal nie pochłonął jej kota. Dzisiaj Lena czuła, że coś jest inaczej.
Jej pokój, pełen książek, szkicowników i muślinowych firanek, nagle zaludnił się światłem błyskawicy, która przecięła niebo na pół. W tej samej chwili zegar w holu wybił północ. Lena odwróciła się, instynktownie wsuwając rękę pod poduszkę, gdzie, jak co noc, leżał oprawiony w skórę notes – pamiątka po babci. Od kilku dni każdej nocy coś zapisywało się w nim samoistnie. Dzisiaj, znów, pojawiło się jedno słowo: "Wyjdź".
Najpierw myślała, że to sprawka młodszego brata, ale kiedy pokazała notes przyjaciołom – Igorowi i Hani – oni również zobaczyli słowo, które przed chwilą zdawało się nie istnieć. Zaintrygowani, umówili się spotkać tej nocy, mimo że padało i grzmiało. Lena wymknęła się z domu, okrążyła od północnej strony, gdzie krzewy róż tworzyły żywopłot niczym korytarz, wilgotny i pachnący mokrą ziemią. Czekała już tam Hania ze starym latarką i Igor z plecakiem, w którym miał coś, co określał tylko jako "niezbędnik pogromcy nudów".
Przyjaciele prześlizgnęli się przez zarośla, mijając fontannę z zarośniętymi lwimi pyskami, aż dotarli do ozdobnego pawilonu ogrodowego. To miejsce zawsze wydawało się Lenie dziwnie żywe – szczególnie w nocy. Gdy tylko ich stopy dotknęły kamiennej posadzki, powietrze zgęstniało, jakby wciągali ze sobą burzę. Latarka Hani zamrugała, potem zgasła. Nagle ogrody zafalowały – przez róże przebiegły srebrzyste smugi światła, a w oddali rozległ się dźwięk przypominający urwany szept.
Igor stanął w miejscu, nie mogąc oderwać wzroku od kręgu pnączy otaczających pawilon. Wtedy Lena zauważyła, że jedna z róż trzyma w kielichu coś, co lśniło bladoniebieskim światłem. Odruchowo wyciągnęła dłoń – i poczuła, jak twarda gałązka otacza jej nadgarstek. Była pewna, że różane kolce się pojawiły, jednak nie czuła bólu. Przeciwnie – czuła się, jakby ogród zaprosił ją do wnętrza mglistego, nieznanego świata.
Drzwi pawilonu, dotąd zamknięte na kłódkę, z trzaskiem otworzyły się na oścież. Ze środka wydobył się delikatny, jaśminowy zapach, a wewnątrz rozbłysło światło, którego źródła nie potrafili dostrzec. Igora zatrzymał niewidzialny opór, Hania zawahała się, ale Lena zrobiła krok naprzód. Gdy przekroczyła próg, ogród na zewnątrz zaczął się rozpływać w mgle.
Wewnątrz pawilonu, pośród delikatnych cieni, pojawiła się sylwetka osoby, której Lena nie znała – albo znać nie powinna. Sylwetka uśmiechnęła się, jakby czekała tam na nią całe życie…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?