Did You Know?

Próg pod Księżycową Halą


Próg pod Księżycową Halą
Nocne dyżury w dawnej stacji meteorologicznej zwykle bywały spokojne, niemal medytacyjne. Wiatr szumiał w świerkach, a Księżycowa Hala świeciła matowo za szybą kontrolnej dyżurki. Lena, studentka geologii dorabiająca latem, liczyła kroki wśród gablot z mapami i barometrami. Od kilku tygodni jedno miejsce na posadzce szeptało pod butem jak napięta membrana. Babcia opowiadała kiedyś, że pod Halą jest próg, którego nie zaznaczono na żadnym planie. Zbudowali go dawni mierniczy, a potem zapomnieli, bo przestał im się zgadzać horyzont. Lena traktowała to jak folklor, aż do nocy, gdy kamienna płyta naprawdę zaczęła drżeć. Zegar wybił dwunastą, a z kratki wentylacyjnej napłynął zapach mokrej kredy i dalekiego morza. Światła przygasły na sekundę, awaryjna lampa zabzyczała, i Lena uklękła przy spornym kwadracie posadzki. Podważyła fugę scyzorykiem, bo w dyżurce przechowywała narzędzia, które lubiły mieć wiele zastosowań. Płyta uniosła się jak wieko skrzynki, odsłaniając metalowy pierścień, chłodny, z rytami przypominającymi linie brzegowe. Kiedy dotknęła znaków, zadrżały jak struny i odbiły mleczne światło lampy w drżących okręgach. — Halo, Stefan? — spróbowała zadzwonić do magazynu, ale telefon odpowiedział tylko szumem, jakby połknął go tunel. W pierścieniu zobaczyła odbicie, które nie było jej, lecz nieba ze szklistymi chmurami i wysokich traw, świecących od spodu. Powietrze z dołu roztopiło pył na posadzce, układając go w okręgi, a potem w coś podobnego do liter. Czytała powoli: LEN…, bo resztę pochłonęło kolejne drżenie, teraz głębsze i bardziej zdecydowane. Na krawędzi pierścienia skroplone światło kapało jak deszcz, a z każdą kroplą rzeczywistość rozszczepiała się dźwięcznie. Łuk podłogi zebrał się do skoku i otworzył w pion, tworząc przejście, które pachniało solą, mchem i obietnicą. Z drugiej strony ktoś postawił krok, bez pośpiechu, jakby sprawdzał, czy to naprawdę jeszcze noc. — Jeżeli to żart, zaraz go zamykam — wyszeptała, a potem zobaczyła, że cień zna jej imię. Zanim zdążyła cofnąć rękę, powietrze pękło jak szkło, a głos z przejścia powiedział bardzo wyraźnie: „Leno, czas”. Z refleksu śmiechu zostało tylko drżenie dłoni; drugi świat falował, wyciągając się ku niej jak oddech. Za przejściem widać było tarasy z białego kamienia i rzekę, która płynęła po niebie, nie dotykając ziemi. Na najbliższym tarasie coś zapaliło się krótkim znakiem, jak latarnia morska skrojona do ludzkiego rozmiaru. Amulet po babci, zwykły bursztyn na cienkim rzemyku, ogrzał się nagle tak, jakby go ktoś trzymał z drugiej strony. Z wnętrza Hali odpowiedziały mu zegary w gablotach, wszystkie naraz stanęły, a wskazówki skierowały się równo w jeden punkt — w próg. Po drugiej stronie ktoś uniósł dłoń, niepokojąco znajomą w ruchu, i zrobił jeszcze jeden krok do przodu. Dźwięk, jak skręt lodu w rzece, przeszedł przez Halę, gdy krawędź posadzki zaczęła sypać się w świetlisty pył. — Leno — powtórzył głos, bliżej niż wcześniej, i wtedy coś uszczypnęło ją lekko w nadgarstek, zapraszająco.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 21
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.