Did You Know?

Pralka numer siedem i mała łódka


Pralka numer siedem i mała łódka
W sobotnie poranki dzwonek u drzwi pralni samoobsługowej przy Maple Street robił tink-a-ling, kiedy Nora i tata wchodzili z praniem. Płytki na podłodze miały kolor skorupek jaj, a wielkie okrągłe pralki wyglądały jak śpiące księżyce z przezroczystymi oknami. Pachniało ciepłym mydłem i płaszczami przeciwdeszczowymi. Norze się tam podobało. Zakładała swoje czerwone kalosze, nawet gdy nie padało, bo robiły fajny, tupiący dźwięk. Zawsze brała też swój fioletowy plecak, książkę o lisie i torebkę z plasterkami jabłka. Tata przesuwał ich kosz na kółkach po podłodze – skrzyp-skrzyp – a maszyny mruczały powitanie. – Jak zawsze – powiedział tata z uśmiechem. – Ręczniki do Siódemki, koszule do Ósemki. Ty jesteś pomocnicą od przycisków. Nora skinęła głową. Siódemka była jej ulubiona. Dawno temu ktoś przykleił obok numeru malutką naklejkę w kształcie gwiazdki i choć była już trochę wyblakła, wciąż błyszczała, jeśli spojrzało się pod kątem. Dziewczynka dotknęła chłodnych metalowych drzwiczek pralki numer siedem i zajrzała do pustego, błyszczącego bębna. Mruczenie pozostałych maszyn było miękkie i jednostajne. Brzmiało jak dalekie pszczoły albo kocię mruczące pod kocem. W promieniach słońca wpadających przez frontowe okna tańczyły pyłki. Nora ugryzła kawałek jabłka, a z butelki, którą ktoś upuścił, uniósł się mydlany bąbelek, unosząc się jak mały balonik. Bańka nie pękła, gdy dotknęła powietrza. Zakołysała się i lekko pojaśniała. Nora chciała ją stuknąć palcem, ale odsunęła się i popłynęła w stronę pralki numer siedem, muskając szybkę delikatnym całusem. – Dziwne – szepnęła Nora i zerknęła na tatę. On czytał gazetę, zsuwając okulary nisko na nos. – Zostań, żebym cię widział – powiedział, nie podnosząc wzroku, bo zawsze tak mówił. Nora uśmiechnęła się. – Jestem – odparła. Wrzuciła ręczniki obiema rękami – chlup, chlup, chlup – a tata uruchomił koszule w Ósemce. Potem wsypała miarkę cytrynowego proszku i od razu poczuła słoneczny zapach. Nacisnęła wielki okrągły przycisk. Woda zaczęła napływać, a ręczniki wirowały jak w powolnym tańcu. Pralka numer siedem mruczała normalnie… a potem wydała miękki, bąbelkowy dźwięk, którego Nora nigdy wcześniej nie słyszała. Jakby ktoś bardzo grzecznie mówił „glup”. Przyłożyła ucho do szyby. W środku przemknęła maleńka pasiasta skarpetka i zamachała jak ogonek. Nora zachichotała. – Cześć, rybo-skarpetko – szepnęła. Kolejna bańka popłynęła i musnęła szybę. A potem następna. Tworzyły krzywą ścieżkę od dozownika mydła aż do okna, jakby chciały narysować linię. Ostatnia przyczepiła się do rogu szybki i wcale nie pękła. Lśniła jak paciorek. Nora spojrzała na pokrętło. „Ciepła woda. Normalne pranie. Wirowanie.” Wszystko się zgadzało. Ale obok wyblakłej gwiazdki zobaczyła malutki znak, którego nigdy wcześniej nie widziała – jakby kontur żagla. Kiedy nachyliła się bliżej, wydawał się błyszczeć. Włosy lekko jej się uniosły, jakby znalazł je delikatny wietrzyk. Woda w środku nie była tylko z mydłem. Wyglądała jak małe błękitne jeziorko, jasne jak lato, choć światła w pralni były takie same jak zawsze. Ręczniki unosiły się jak wysepki, a pasiasta skarpetka przypłynęła do szybki i przyłożyła się do niej palcami stopy. *Stuk.* Skarpetka wydała cichy dźwięk, jakby pytała o coś. Nora stuknęła palcem w odpowiedzi. *Stuk, stuk.* Pralka numer siedem zamruczała w nowym rytmie – mruu, pauza, mruu-mruu – prawie jak piosenka. Wewnątrz uniósł się sznur malutkich baniek i przykleił do szybki w delikatnym łuku, jak uśmiech. Wrzutnik monet kliknął i do tacki wysunęły się dwa żetony. Nie były to pralniane ćwierćdolarówki. Były gładkie i ciepłe, z gwiazdką wytłoczoną na środku. Nora podniosła je i rozejrzała się. Tata odłożył gazetę i sortował skarpetki, licząc pod nosem. – Trzy niebieskie… cztery niebieskie… gdzie jest druga niebieska? – Nie patrzył na jej ręce. – Tato? – powiedziała cicho. – Wiesz, że dostaliśmy gwiezdne monety? – Co takiego? – zawołał tata. – Poczekaj chwilkę, maluchu. Zostań przy Siódemce. – Jestem – odpowiedziała Nora i wsunęła żetony do kieszeni. Nie widziała żadnego miejsca, żeby je włożyć. Był tylko zwykły wrzutnik i przycisk startu. Mimo to podobało jej się, jak leżały w dłoni, jak sekret, którego nie wiedziała jeszcze, jak opowiedzieć. Wewnątrz pralki woda się uspokoiła. Wirowanie zwolniło. Mruczenie stało się wyższe, potem cichsze – jak oddech, długi i zadowolony. Ciepły powiew otarł się o policzki Nory. Pachniało cytryną i pierwszym dniem po burzy. *Bip-bip-bip* – zapiszczał ekranik. Cykl zakończony. – Już? – zdziwił się tata. Stał z jedną skarpetką na ręce, jak z pacynką. – To było szybkie. Nora uklękła przed pralką numer siedem. Ręczniki opadły. Przez chwilę wszystko stało w bezruchu. Potem znów uniosła się pasiasta skarpetka – nie porwana przez wodę, tylko pływająca, jakby umiała. Tuż za nią, w błękitnym oknie bębna, Nora zobaczyła coś srebrnego i małego. To była łódka. Maleńka łódka, nie większa niż dłoń Nory, złożona z czegoś błyszczącego jak sreberko po cukierku. Miała maszt z wykałaczki, a na maszcie żagiel wycięty z serwetki z narysowaną niebieską gwiazdą. Łódka była prawdziwa. Kołysała się między ręcznikami, jakby pralka była stawem. Usta Nory ułożyły się w małe „O”. Zamek drzwiczek kliknął. Nie całkiem – tylko cicho, jakby pralka odchrząknęła. Z szczeliny błysnął niebieski promyk. Zsunęła się kropelka, ale nie spadła. Zawisła w powietrzu, okrągła i doskonała, a potem popłynęła w górę, dołączając do innych baniek przy szybce. – Nora? – zawołał tata. – Potrzebujesz pomocy z tym praniem? – Patrzę – odpowiedziała i chwyciła suchy ręcznik z kosza, tak na wszelki wypadek. Kolana zapiszczały cicho o płytki, gdy przesunęła się bliżej. Mała łódka obróciła się. Przy maszcie Nora dostrzegła coś jeszcze: błysk metalu, jak zawieszka od bransoletki. Klucz. Przywiązany niebieską nitką, a gdy łódka przechyliła się, klucz zamigotał jak mrugnięcie. Pasiasta skarpetka zatrzepotała jak przyjazna płetwa, potem znów stuknęła w szybkę. *Stuk. Stuk. Stuk.* Nora poczuła pod palcami ciepły uchwyt pralki. W środku łódka dryfowała ku drzwiom. Linia baniek na szybce wyciągnęła się i zakołysała, jakby one też chciały zajrzeć z bliska. Naklejka-gwiazdka na pokrętle błyszczała odrobinę jaśniej. Mruczenie zmieniło się w miękki, pełen nadziei dźwięk, który Nora poczuła aż w piersi. – Nora? – głos taty znów zabrzmiał, tym razem bliżej. Dziewczynka wciągnęła mały oddech. Srebrna łódka uderzyła o krawędź cichym, jasnym dźwiękiem, a klucz na jej maszcie zakołysał się raz, łapiąc światło, gdy gwiazdka na pralce numer siedem zaczęła świecić jak prawdziwa, maleńka gwiazda.


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 22
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.