Portale z Arkadii
Światło dzienne powoli gasło, kiedy Lena, Ignacy i Mikołaj dotarli na skraj Arkadii — starego, zapomnianego parku rozrywki pod miastem, w którym podobno nigdy nie brakowało przygód. Teraz był to tylko cień dawnej świetności: przekrzywione karuzele, zardzewiałe huśtawki i tablice z odpadającą farbą. Jednak to miejsce miało jeszcze jedno, szczególne miejsce, o którym wiedzieli tylko nieliczni: opuszczoną stację kolejową ukrytą za zepsutą fontanną.
„Naprawdę tam idziemy?” — szepnął Mikołaj, poprawiając kaptur. Lena rozejrzała się czujnie. „To nie jest zwykłe miejsce. Babcia opowiadała mi o pociągach, które stąd odjeżdżały, ale nie wracały.” Ignacy wzruszył ramionami, starając się nie pokazać niepokoju. „To tylko kolejna miejska legenda”.
Schodząc po żwirowej ścieżce, przeszli przez zarośniętą bramę. Stacja była niewielka; porzucona, z wybitymi szybami, okryta zaschniętym bluszczem. Ale to nie budynek ich zaskoczył: pod peronem znajdował się świeży ślad stóp, prowadzący do starej bocznicy.
„Ktoś tu był przed nami”, stwierdziła Lena, ściszając głos. Nagle ciszę przeciął odległy grzmot. W tej samej chwili stare zegary, od lat nieruchome, zaczęły tykać – wszystkie naraz, jakby na sygnał. W powietrzu zawisło napięcie. Lena z wahaniem podeszła do roztrzaskanego okna i zobaczyła, jak w mroku wyłania się cichy błysk – jakby ktoś przesunął zasłonę między dwoma światami.
Ignacy już był przy torach, kiedy nagle ziemia zatrzęsła się pod ich stopami. Do ich uszu dobiegł dźwięk gwiżdżącego pociągu, choć wokół nie było już żadnych ruchomych składów od dekad. Nagle tuż przed nimi, jak z mroku, wyłonił się wagon. Drzwi otworzyły się z cichym sykiem, a chłodne, niebieskie światło rozlało się po żwirowym peronie.
Lena poczuła, że jej serce bije szybciej. Wagon wyglądał dziwnie nowocześnie, a jednocześnie miał w sobie coś niedzisiejszego. Na ścianach pojawiły się świetliste znaki, zmieniające się na ich oczach. Ktoś, lub coś, szeptało z wnętrza wagonu ich imiona. Przez chwilę nikt się nie ruszał. Mikołaj zrobił pierwszy krok w stronę otwartych drzwi. "Może to właśnie początek czegoś większego?" – powiedział cicho. Lena spojrzała na Ignacego, czekając na jego decyzję.
Tuż przed wejściem do wagonu, usłyszeli nagły trzask za sobą. Spojrzeli przez ramię. W ciemności, między drzewami, błysnęły dziesiątki drobnych, żółtych światełek. Z cienia wyłoniła się sylwetka... i wtedy wagon zawołał ich po raz drugi, głośniej niż przedtem.
Nie mając już czasu na wahanie, przyjaciele wymienili spojrzenia, po czym powoli podeszli do drzwi, za którymi czekało coś, czego nie mógł przewidzieć żaden z nich...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?