Pod Wodą Nadziei
Ciepłe, wilgotne powietrze wieczoru otulało ulice Starego Miasta Portowego, kiedy Lena, Michał i Kacper przemykali bocznymi alejkami, trzymając w rękach latarki. Lato trwało w najlepsze, a nadmorski port, choć w ciągu dnia pełen gwaru turystów, teraz przypominał cichą, opuszczoną scenę, na której mogli odegrać dowolną historię.
Główną atrakcją tego wieczoru miał być stary magazyn przy Nadbrzeżu. Opuszczony od lat, z chwiejącymi się drzwiami i zardzewiałą tabliczką: "Wstęp wzbroniony". Już od dawna intrygował całą trójkę.
– Widziałem tam coś wczoraj wieczorem – powiedział Michał, zerkając na pozostałych. – Przysięgam, jakby ktoś się kręcił między skrzyniami. Może znajdziemy coś ciekawego? – mrugnął, a Lena parsknęła śmiechem.
– Pewnie szczura – zażartowała. – Ale w sumie… kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa!
Kacper uśmiechnął się półgębkiem. On zawsze był najbardziej ostrożny, ale tym razem ciekawość zwyciężyła. Pchnął drzwi magazynu. Przeszły z głuchym trzaskiem.
Wewnątrz pachniało stęchlizną i solą. Plamy światła z latarki poruszały się po ścianach, ujawniając stare beczki, skrzynie i poprzewracane worki z czymś, co kiedyś pewnie było zbożem. Lena podeszła do jednej ze skrzyń, przejechała dłonią po wieczku i zauważyła na niej dziwny znak – wyryty głęboko w deskach, przedstawiał stylizowaną latarnię morską z płomieniem ukrytym w środku.
– Hej, patrzcie! – zawołała. – Ktoś specjalnie go tu wyrżnął?
Zanim Michał zdążył odpowiedzieć, z głębi magazynu dobiegł dźwięk jakby rozpryskującej się wody. Wszyscy zamarli. Słychać było szum, jakby z podziemi pod deskami podłogi sączył się strumień.
– To tylko woda pod fundamentami – powiedział cicho Kacper, choć nie brzmiał przekonująco.
Zbliżyli się do rogu pomieszczenia, gdzie za stertą skrzyń ukryte były stare, drewniane drzwi. Były lekko uchylone, a zza nich uciekał zimny podmuch powietrza, niosący z sobą zapach morskiej toni i… czegoś jeszcze, dziwnego i trudnego do nazwania.
Michał przyklęknął przy drzwiach. – Idziemy?
Lena skinęła głową, ściskając mocniej latarkę.
Gdy weszli do środka, ich kroki odbiły się echem od wąskiego, kamiennego korytarza, który opadał w dół, pod ziemię. Każdy z nich poczuł dreszcz emocji wymieszany z niepokojem.
Wzdłuż ścian zaczęły pojawiać się miedziane rury, gdzieniegdzie przeciekały, tworząc kałuże na posadzce. W oddali mrugało blade światło, jakby zapraszało ich głębiej. Zatrzymali się, bo tuż przed nimi, na środku korytarza, ktoś (albo coś) zostawił wilgotne ślady stóp prowadzące w stronę światła…
– Co teraz? – Lena spojrzała na przyjaciół, a jej głos odbił się od ścian.
Trzej przyjaciele stali w napięciu, zbijając się w ciasną grupkę, wsłuchując się w swoje przyspieszone oddechy, niepewni, co czeka ich za kolejnym zakrętem.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?