Pod podłogą starej kamienicy
Sierpniowe słońce przeświecało przez zakurzone okno na strychu starej kamienicy, gdzie Marianna spędzała już trzecią godzinę, przekopując się przez rodzinne graty. Po przeprowadzce do Lublina mama kazała jej "oswoić się z nowym miejscem", więc dziewczyna postanowiła najpierw poznać każdy zakamarek. Kamienica przy ulicy Grodzkiej miała sto lat — i dokładnie tyle samo tajemnic, co rys na ścianach.
Nagle coś pod starą deską zaskrzypiało. Marianna kucnęła i przejechała palcem po szczelinie. Wydawało się, że deska jest lekko uniesiona, jakby ktoś ostrożnie podważył ją nożem. Dziewczyna rozejrzała się, czy nikt jej nie obserwuje, choć przecież na strychu była sama. Przykucnęła, wsunęła palce pod krawędź i — z lekkim trudem — uniosła deskę.
Pod spodem znalazła niewielką, płócienną torbę. Nie była nowa, na materiale widniały zatarte inicjały: E.W. Drżącymi dłońmi otworzyła woreczek. W środku, poza żółtawym listem, leżał przedmiot przypominający klucz, ale nie taki zwyczajny. Zamiast klasycznego wycięcia miał coś w rodzaju wirującego kryształu, który mienił się barwami tęczy, ślizgając się po dłoni Marianny niczym rozpalony do białości opal.
Dziewczyna usiadła na podłodze, list trzymając tuż przy twarzy. Napisał go ktoś o eleganckim, pochyłym charakterze pisma. "Jeśli to czytasz, naprawdę istniejesz. Ten klucz otwiera więcej niż jedno drzwi. Magia mieszka tam, gdzie niespodziewasz się jej spotkać."
Marianna poczuła, jak jej serce przyspiesza — czy to żart? A może ktoś zostawił go specjalnie z myślą o kimś takim jak ona? Z listem i kluczem w ręku spojrzała na starą szafę po kącie strychu, której nie zdołała jeszcze otworzyć. Wyraźnie widniał w niej zamek, do którego mogłoby pasować coś tak niecodziennego…
Jeszcze raz ścisnęła klucz w dłoni. Trzymając oddech, podeszła do szafy i powoli włożyła klucz do zamka. Gdy go przekręcała, z wnętrza dobiegł cichutki świst, a wokół niej powietrze zaczęło drgać, jakby ktoś właśnie szeptał do niej przez niewidzialną szczelinę. Drzwiczki szafy same uchyliły się z cichym skrzypnięciem, a Marianna przez ułamek sekundy zobaczyła nie ciemność, ale ruchome, połyskujące światła i cienie, zupełnie jakby po drugiej stronie czekał na nią zupełnie inny świat...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?