Pod gwiazdami fiordu
Wiatr z północnego fiordu pachniał śniegiem i smołą, gdy Eira wracała z przystani. Na mokrych deskach długiego pomostu połyskiwały łuski dorszy, a w osadzie dudniły młoty. Dach wielkiej hali jarla drżał w podmuchach, jakby niósł w sobie stary szept. Eira zatrzymała się przy kamieniu runicznym, który pamiętał wodzów sprzed pokoleń. Przesunęła palcami po wyślizganych znakach i poczuła, że kamień jest dziwnie ciepły.
Następnego ranka jarl Arvid ogłosił Taniec Mórz, wyścig, który miał wyłonić przewodnika wypraw handlowych. Nagrodą była skórzana szkatuła z mapą, rzekomo pisaną ręką skaldów. Eira, córka cieśli okrętowego, miała pilnować sprzętu, lecz ciekawość zaprowadziła ją na skraj zatoki przy odpływie. Wodorosty odsłoniły półprzysypaną belkę z wyrzeźbionym wilkiem o dwu ogonach. Znak był identyczny z blizną na jej dłoni, pamiątką po dziecięcym upadku w ognisko.
„To nie zwykły herb,” powiedziała babka Sigrun, wieszczka, gdy obejrzała drewno przy palenisku. „Wilk Północy zniknął z całą załogą, a ten znak otwiera most między wodami.” Eira usłyszała w płomieniach przytłumione dudnienie, jak odległy bęben wtapiający się w szum fal. „Jeśli pójdziesz, nie płyń sama,” dodała Sigrun, lecz jej oczy błysnęły czymś, co nie było lękiem.
Tej nocy, kiedy zorza skręcała się nad wodą jak zielona lina, Eira zeszła do szopy. Czekał tam Bjorn, rudy i milczący, z łukiem i bukłakiem, oraz Inga, która umiała czytać gwiazdy lepiej niż runy. Wypchnęli na fale małego knarra i nazwali go Srebrną Łuską, jakby nazwa miała ich chronić. „Jeśli jarl spyta, ćwiczyliśmy wiosłowanie,” mruknął Bjorn, a Inga rozwinęła mały żagiel. Kiedy księżyc stanął wysoko, wilczy znak na belce przyburcie zadrżał i rozbłysnął wilgotnym światłem.
Światła osady znikły za grzbietem skał, a przed nimi wyrósł czarny pierścień Wyspy Szeptów. Mgła unosiła się z otworu w klifie, jak para znad zupy, uderzana niewidzialnym rytmem. Dźwięk bębna dobiegał już spod samego dna łodzi, a drewno odpowiadało mu cichym pomrukiem. Eira uniosła belkę i poczuła, jak rozgrzewa się w dłoniach — i wtedy z wnętrza skały ktoś zawołał jej imię.
Z ciemności wypłynęła płaska bryza, choć powietrze było nieruchome jak skóra bębna. Na wodzie, tuż przy ścianie klifu, zapaliły się trzy błękitne punkty, układając się w trójząb. „To gwiazdy pod powierzchnią,” wyszeptała Inga, ale jej głos zadrżał jak lina. Bjorn sięgnął po wiosło, a Eira skierowała dziób ku światłom. W tej samej chwili z otchłani wynurzył się cień o kształcie dziobu smoczego okrętu, bezgłośny, jakby nie należał do świata żywych.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?