Did You Know?

Pieśń kabla


Pieśń kabla
Sztuczna wyspa Jantar wyglądała o świcie jak latarnia na środku stalowego morza. Z lądu, z Helu, widać było tylko cienką, czarną kreskę pnącą się w górę — linę nośną windy orbitalnej, tak gładką, że wydawała się spiralą dymu zastygłą w niebie. Ada Koss lubiła siadać na balustradzie serwisowego pomostu i wsłuchiwać się w to, czego nikt inny nie słyszał. W kablu była muzyka. — Znowu słyszysz? — Iwo Szarek przytknął dłoń do barierki obok niej, jakby próbował poczuć bicie serca stalowego giganta. — Tym razem to nie echo kapsuł — mruknęła Ada. Miała na uszach stare, oversize’owe słuchawki po tacie, a na nadgarstku przypięty domowej roboty rezonator z przylutowanym czujnikiem piezo. Dioda migała na zielono w rytmie, który nie trzymał się żadnego rozkładu jazdy. Sól z mgły osiadała im na rzęsach. Po platformie przemykały drony czyszczące, jak srebrne rybki. Z oddali dolatywał dźwięk syren w porcie i ciche buczenie generatorów, ale ponad tym wszystkim — nad, pod i w poprzek — drżało coś innego. Nie było tego w oficjalnych logach. Ada sprawdzała — tak, sprawdzała częściej niż powinna. — Nagraj to — powiedział Iwo. — Ja puszczę analizę. Jeśli to jest od przesyłu z GEO, powinno paskować do znanych harmonik. — Nie pasuje. — Ada uśmiechnęła się krzywo. — I dlatego mi się podoba. Po kwadransie siedzieli już w małej szkolnej pracowni na poziomie B-3, między szafkami z narzędziami a matami antywibracyjnymi. Na ścianie migotały kolorowe wykresy, jak zorza złożona z pikseli. Iwo, który miał cierpliwość do kodu i nietypowe poczucie humoru, przeciągnął serię danych przez własny filtr. — Okej — powiedział, odchylając się na krześle. — Albo twój czujnik wczoraj pływał w akwarium, albo… ktoś właśnie bawi się z nami w liczby pierwsze. Ada pochyliła się, aż prawie dotknęła czołem monitora. — Przerwy: 2-3-5-7-11 i wraca. I znowu. Jakby… jakby ktoś pukał, ale nie miał rąk. — Nie jest to normalny ping z kapsuł. Pytanie: skąd? Gdzieś za ścianą przejechał wózek. Z sufitu spadło parę ziarenek rdzy. Ada poczuła, jak wraca znajome, niebezpieczne ciepło pod mostkiem: ciekawość, która sprawiała, że jej ojciec marszczył brwi i mówił: „Nie wszystko, co drga, jest dla ciebie”. — Platforma Serwisowa 12. — Iwo stuknął w klawiaturę. — Ma najbardziej czułe przetworniki na odcinku do czterech kilometrów. Ale wiesz, że oni zamknęli ją po zeszłym miesiącu. Mamy zakaz. — Masz na myśli: nie mamy pozwolenia. — Ada utkwiła w nim spojrzenie, jakby zastanawiała się, czy już przekroczył linię, po której zwykle się zawraca. — To nie to samo. Iwo westchnął. Wiedział, że jeśli już idą za rytmem, to nie zatrzyma ich żółta taśma i dwa czerwone trójkąty z napisem „SERWIS”. Zresztą, lubił to uczucie prawie tak samo jak ona. Tunel do P-12 pachniał smarem i słoną wodą. Ściany, obłożone panelami kompozytowymi, mieniły się od śladów starych napraw. Po drodze minęli trzy aktywne kamery. Dwie oślepił hologram Iwa, który podrzucał im w obiektywy spokojny obraz identycznego korytarza bez ludzi. Trzeciej nie musieli się bać — ktoś zawiesił ją na trybie testowym. — Ile mamy czasu, zanim zmieni się warta na B-ringu? — szepnęła Ada. — Dwadzieścia siedem minut. — Iwo zerknął na zegarek. — O ile Łódź Zero nie zarządzi nagłego testu. — Przestań. — Ada nie lubiła, kiedy wymawiał nazwę centralnej dyspozytorni jak zaklęcie. Drabina na końcu tunelu była zimna jak lód. Palce Ady kleiły się do szczebli, choć miała rękawiczki. Gdy wysunęli się na Platformę 12, powitał ich wiatr. Horyzont ciął białą linią obłoki. Morze kotłowało się daleko pod nimi, a lina nośna — grubsza, niż chciałby to sobie wyobrażać ktokolwiek, kto cierpiał na lęk wysokości — wznosiła się prosto, prościej niż myśl, w nieskończoność. — Patrz. — Ada wskazała na panel diagnostyczny osłonięty przezroczystą klapą. Pętla statusów: normalnie zielono, teraz — co kilka sekund — wyskakiwał żółty zygzak. — To jest to. — Iwo ściągnął ze skroni swoje szkła, przez które zwykle oglądał świat z warstwą komentarza. — Podłączę się. Ada przyłożyła rezonator do kratownicy, wsparła się plecami o słup i zamknęła oczy. Drżenie kabla przechodziło przez metal, przez jej łopatki, wprost do kręgosłupa. Liczyła w myślach przerwy. Dwa. Trzy. Pięć. Siedem. Jedenaście. Zaczynało się wolno, potem przyspieszało, jak ciarki, które przebiegają skórą, gdy się wie, że za chwilę stanie się coś ważnego. — Ada. — Głos Iwa brzmiał inaczej, niż zwykle. Ciszej. — Mam coś. Odbiło mi w warstwie, do której nie powinniśmy mieć dostępu. Ktoś próbuje nawiązać sesję z rejestru, którego nie ma w wykazie. Nazwa: „Sigma”. — Żartujesz. — Wolałbym. Wiatr szarpał ich kurtkami. Po platformie przejechał dron, popiskując melodyjkę, jakby nic się nie działo. Ada zerknęła w górę. Niebo miało kolor świeżej stali. Gdzieś tam, tysiące kilometrów nad nimi, krążył węzeł geostacjonarny — stacja, do której doczepiały się kapsuły jak paciorki do naszyjnika. Ada nie była nigdy wyżej niż na E-ringu, gdzie wciąż czuć było sól i słyszeć mewy. Ale znała mapy na pamięć. — Jeśli to z góry — powiedziała — to zobaczymy przebieg kapsuły. Musi być wpisany w rozkład. — Nie ma go. — Iwo pokręcił głową. Jego włosy tańczyły na wietrze. — I to jest najbardziej niepokojące. Na horyzoncie zamigotała drobna iskra. Maleńki punkt, który w normalnych warunkach wzięliby za odbłysk samolotu. Ale ten punkt nie znikał. Rósł. Linia nośna zadrżała mocniej, jakby ktoś pociągnął ją z nieba. — O rany… — Iwo przełknął ślinę. — To jest kapsuła. Nie ma transpondera. — To niemożliwe. — A jednak. Sygnalizacja na panelu podskoczyła. Z zielonego przeskoczyła na pomarańczowy, potem z powrotem. Ktoś, gdzieś, próbował dopasować schematy do rzeczywistości. Ktoś inny — albo coś — grał innymi zasadami. Kapsuła wyłoniła się jak cień. Najpierw zobaczyli wykoślawiony błysk, potem kształt: walec z zaokrąglonym dziobem, otulony warstwą starej farby. Była mniejsza niż standard, z przodu miała resztki logo, które kiedyś mogło być herbem uczelnianym albo znakiem prywatnej korporacji; teraz był to tylko fragment litery i przecięty promieniem okrąg. — Widzi nas? — wyszeptał Iwo. — Nie możemy być jedynymi na platformie, których może „widzieć”. — Ada poczuła, jak ściska jej żołądek. — Ale jesteśmy najbliżej. Hamowanie kapsuły było niemal bezgłośne. Magnetyczne sprzęgi zagrały niskim, gardłowym tonem, jak dźwięk wielkiej fletni, i kabina osiadła na prowadnicach P-12, centrycznie, jak gdyby był to jej domowy peron. Wszystko trwało bez alarmów, bez czerwonego światła, bez bieganiny. Jakby system uznał, że tak właśnie ma być. — Może powinniśmy… — Iwo urwał. — Uciekać? — Ada uśmiechnęła się krótko, ale oczy miała poważne. — Kiedy ostatnio coś prosiło nas liczbami pierwszymi, żebyśmy nie uciekali? Na panelu rozbłysła nowa ramka: SESJA: OCZEKUJE. STATUS: NIEZNANY. Poniżej, na samym dnie, drobny tekst, w którym trudno było nie poczuć mrugnięcia: GOŚĆ: SIGMA. Z boku kapsuły rozsunęła się wąska szczelina, jak uśmiech noża. Wydmuchnęło chłodne powietrze o zapachu ozonu i zimnych przewodów. Ze środka popłynęła smużka pary. Ada i Iwo odruchowo cofnęli się o pół kroku. Lina nad ich głowami zadrżała raz, krótko. Dwa razy. Trzy. Pięć. Siedem. Jedenaście. — To… to jest ciąg wejścia — powiedział Iwo, drżącym głosem. — Otwiera rękaw. Zamki w kapsule zaszeleściły, jakby ktoś przekładał karty w bardzo starej talii. A potem — puk. Puk. Puk-puk-puk. Dźwięk, którego nie miała prawo wydać martwa maszyna, rozszedł się w metalowej klatce platformy. Przez sekundę Ada była pewna, że to tylko echo w jej głowie. Ale Iwo spojrzał na nią i wiedziała, że słyszał to samo. — Ada… Drzwi kapsuły drgnęły i rozsunęły się na szerokość dłoni. Spomiędzy dwóch połówek wylał się wężyk światła, jak nitka fluorescencyjnej wody. W tej szczelinie coś zamigotało, cienkie jak włos, szybkie jak oddech. Panel zamigotał. Wiatr ucichł, jakby czekał. Ada zacisnęła palce na barierce. Wzięła wdech. Z wnętrza kapsuły dobiegł cichy szept mechanizmów, a potem światło rozlało się szerzej, po ich twarzach, po podłodze, po wietrze. I nim zdążyli się cofnąć lub zrobić krok naprzód, coś poruszyło się w środku.


Author of this ending:

Age category: 13-15 years
Publication date:
Times read: 29
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.