Peron między datami
Lena miała czternaście lat i mieszkała nad lombardem ciotki Niny, w kamienicy przy starym dworcu. Po lekcjach porządkowała półki, odkładając zegary, mapy i dziwne kompasy. Pewnego popołudnia trafiła na mosiężny zegarek z niebem zamiast tarczy. Gwiazdy przeskakiwały, gdy zbliżała go do okna wychodzącego na tory.
Zadzwoniła do Kaja, który umiał otwierać sprzęt bez zostawiania śladów. W środku znaleźli drobny wirnik, cienką igłę magnetyczną i karteczkę z zasadami. "Czytaj na głos, a zacznie działać" — mruknął Kaj, puszczając oka. Lena wygładziła papier: Nie podróżuj samotnie. Zawsze wracaj przez ten sam punkt. I jeszcze jedno: Nigdy nie zmieniaj pierwszego wspomnienia — przeczytała szeptem.
Wieczorem wymknęli się na zamknięty peron Nowa Doba, cichy jak fotografia. Zegar na ścianie tkwił uparcie na 19:12, a tablica była pusta. Tylko kredą ktoś napisał: Powrót co 243 godziny, i narysował strzałkę do tunelu. Lena ustawiła datę na 12 kwietnia 1912 i przycisnęła koronę zegarka. Powietrze zgęstniało, pachniało dymem i mrozem, choć był ciepły majowy wieczór.
Najpierw odwrócił się wiatr, rozsypując gazety, które zaczęły zmieniać daty na nagłówkach. Telefon Kaja złapał dziwną sieć ERA-0, a ekran pyknął jak stary kineskop. Z tunelu wysunęła się mgła, w której pobłyskiwały nitki światła, jakby ktoś pruł noc. Na torach zaskrzypiało żelazo, każdy dźwięk brzmiał jednocześnie blisko i bardzo daleko. Z mgły wyłonił się konduktor w mundurze sprzed wieku, rozchylił książkę biletową i wymówił jej imię. — Lena Sarnowska? — zapytał, jakby sprawdzał listę odjazdów, a zegar przy peronie znów ruszył.
Zanim odpowiedziała, zegarek wysunął się z jej dłoni i zawisł w powietrzu. Na tarczy pojawiły się dwie daty naraz, 1912 i 2043, pulsujące na przemian. Kaj ścisnął jej ramię i syknął: Nie mów nic, najpierw patrz uważnie. Pod stopami deski peronu zmieniły kolor, jakby pamiętały inne stulecia i buty. Konduktor uniósł szczypce do biletów, a w mgle zamigotały drzwi wagonu bez numeru. — Czas na pokład — rzekł łagodnie, a Lena nagle poczuła znajomy zapach lukru. Był identyczny jak w jej pierwszym wspomnieniu, którego nigdy nikomu nie opowiadała. Zegar przy peronie uderzył raz, drugi, trzeci, a świat drgnął o milimetr.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?