Did You Know?

Parasol Chichra i uciekające kolory


Parasol Chichra i uciekające kolory
Na ulicy Kwiatowej rano pachniało naleśnikami i świeżym powietrzem. Słońce zaglądało w okna, a wróble ćwierkały jak małe budziki. Lila, sześciolatka z kitką jak wiewiórczy ogonek, szła na spacer z bratem Frankiem i psem o imieniu Goferek. Goferek miał uszy jak rogaliki i zawsze wyglądał, jakby właśnie coś zjadł. – Słyszysz? – szepnęła Lila. – To pewnie naleśniki pani Zojki. – Na pewno z dżemem! – dodał Franek, który miał cztery lata i zawsze wszystko nazywał dżemem, nawet ogórki. Na rogu, obok sklepu z guziczkami, stało duże pudło z napisem: Rzeczy znalezione. Lila zajrzała do środka. Leżał tam parasol w kolorową kratkę, z rączką w kształcie banana i zawiązaną na niej kokardką. – Jaki elegancki! – krzyknął Franek. – I głodny banan! Na rączce wisiała karteczka: „Otwieraj tylko, gdy masz ochotę się pośmiać”. – A my mamy ochotę? – spytała Lila. – Ja zawsze mam! – ziewnął Goferek. To był ziew, który brzmiał jak „ha-ha-wuf”. Lila rozłożyła parasol. Zrobiło: pstryk… pyk… i nagle – CHICHOT! Cienki, wesoły głosik odezwał się spod kolorowej czaszy: – Dzień dobry! Jestem Chichra. Lubię psikać… humorem! – Parasol mówi! – prychnął Franek i sam parsknął śmiechem, choć jeszcze nie wiedział dlaczego. – Ja też mówię! – dorzucił Goferek w swoim języku „wuf”, i machnął ogonem tak, że omal nie zmiotł muchy z płotu. W tej samej chwili coś niezwykłego zaczęło się dziać. Z czerwonego kubraczka pana Waleriana wyskoczyła mała czerwona kropka, jak truskawkowy balonik, i poleciała w powietrze. Z niebieskiej doniczki pani Zojki wysunęła się niebieska smużka, zamrugała i popłynęła jak rybka. Żółty pasek z szyldu sklepu zjechał w dół jak żelkowy wąż. – O-o! – powiedziała Chichra. – Trochę za szeroko się otworzyłam. – Ale to piękne! – Lila okręciła się w kółko. – Te kolory się śmieją! Rzeczywiście, kolorowe kropki chichotały: he-he, hi-hi, ho-ho, jak małe chmurki radości. Goferek złapał językiem niebieską kropkę i nagle… jego język był cały granatowy. – Ojej! – śmiał się Franek. – Masz język z borówek! Pani Zojka wybiegła na próg. – Mój kwiatek zbledł! – westchnęła, patrząc na zupełnie białą doniczkę. – Ale przynajmniej nie kapie. Pan Walerian spojrzał na swój kubraczek, teraz biały jak śnieg. – Zawsze chciałem wyglądać jak chmura – mruknął z zachwytem, a potem kichnął tak głośno, że aż odleciały dwie zielone kropki z jego skarpetek. Chichra drgnęła w dłoniach Lili. – Spokojnie, spokojnie! – zawołała. – Wystarczy zamknąć i… – Nie zamykaj! – poprosił Franek. – Jeszcze jedna kropka! Tylko malutka! Lila spojrzała na plac zabaw po drugiej stronie ulicy. Zjeżdżalnia była teraz w groszki, huśtawka miała w paski, a piaskownica – w kratkę, jak sam parasol. Dzieci podskakiwały i łapały chichoczące kropki, które dawały się łaskotać. – Patrz! – zawołał Franek. – Ławka dostała piegi! Rzeczywiście, ławka w parku dostała piegi i wyglądała, jakby się zawstydziła. Z komina piekarni wydmuchało różową chmurkę, która pachniała truskawką i bułkami. Ktoś włączył zraszacz na trawniku, a spadające krople łapały uciekające kolory i robiły tęczowe plamy na chodniku. – To jak śmiechowy deszcz! – klasnęła Lila. Chichra rzuciła cieniem i szepnęła: – Ładnie, prawda? Tylko trzeba uważać, bo kolory lubią wolność i czasem robią figle. Franek spojrzał na swoje buty. Były teraz… w gwiazdki. – Super! – krzyknął i zaczął tańczyć, aż dwa żółte groszki podskoczyły i przykleiły mu się do nosa. Wyglądał, jakby miał cytrynowe piegi. Goferek szczeknął: wuf-wuf-HAHA, i pognał za jedną zieloną kreską, która udawała ogóreczka. Zielona kreska śmignęła przez płot, a za nią Goferek, ale zatrzymał się grzecznie przy furtce, bo wiedział, że za furtkę wolno tylko z opiekunem. Lila przytuliła Chichrę. – Co teraz? – spytała. – Bo chyba nie powinnyśmy zostawić wszystkiego w kropki? – Można to odwrócić – zapewniła Chichra. – Mam guzik „Chichot” i guzik „Hop-Bak”. Tylko nie pomyl, bo jest jeszcze guzik „Niespodzianka”. – Niespodzianka! – wykrzyknął Franek natychmiast. – Zawsze wybieram niespodziankę! – Może jednak… – zaczęła Lila, ale przerwał jej cichy pomruk. Nad placem zabaw unosiła się coraz większa, miękka chmura kolorów. Zbierały się w niej kropki, kreski i plamki z całej ulicy. Słychać było bzyczenie śmiechu, jakby chichoty miały niewidzialne skrzydełka. Chmura puchła, pęczniała i… zaczęła się powoli przechylać w ich stronę. – Ekhm – powiedziała Chichra, aż jej kokardka drgnęła. – Jeśli to spadnie, będziesz miała różowe włosy, Franek pomarańczowe skarpetki, a Goferek… – tu parasol zachichotał – truskawkowe uszy. – Taaak! – ucieszył się Franek. – Nieee… – Lila zawahała się, patrząc, jak tęczowa chmura kipi jak galaretka i robi „bul-bul-hahaha”. Na rączce parasola zamigotały małe literki. Pojawiły się trzy światełka: żółte „Chichot”, niebieskie „Hop-Bak” i fioletowe „Niespodzianka”. Fioletowe migało najładniej. Goferek przekrzywił głowę i zapiszczał z ciekawości. – Lila, naciśnij! – szeptał Franek, podskakując. – Szybciej! Chmura pochyliła się jeszcze bardziej. Pierwsze kropki dotknęły czubka zjeżdżalni i spłynęły w dół jak tęczowy syrop. Słońce mrugnęło, wiatr dmuchnął, a parasol Chichra zatrząsł się tak mocno, że jego kokardka zawiązała się w podwójną pętelkę. Lila zacisnęła palce na rączce, wciągnęła powietrze, wyciągnęła palec do fioletowego guzika…


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 34
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.