Paragon o 21:17
Po dziewięciu godzinach szkoły siedemnastoletnia Nina zamykała wieczorem rodzinny warzywniak na rogu. Zasuwała kratę, liczyła kasę, przecierała blat pachnący pietruszką i słodkimi mandarynkami. Najciszej brzęczała mała drukarka paragonów, która czasem robiła coś naprawdę dziwnego. Po ostatnim kliencie potrafiła wysunąć dodatkowy pasek, jakby miała coś do powiedzenia. Te paski były drobne, trochę śmieszne, ale sprawdzały się zadziwiająco często. „Weź parasol” oznaczało ulewę, „zadzwoń do babci” ratowało jej plan na weekend. Nina nie mówiła o tym nikomu, traktowała drukarkę jak szept z zaplecza.
Tamtego wtorku drukarka zawarczała, jakby się zastanawiała, i wypluła coś innego. Paragon miał godzinę 21:17, sumę 0, i trzy pozycje, których nikt nie zamawiał. „Bilet normalny”, „nie zostawiaj torby”, „tramwaj 9” były wydrukowane grubiej niż zwykle. Na dole pulsował kwadratowy kod, jak czarna kratka oddechu w zimnie. Neon nad drzwiami mrugnął, kot z bramy przystanął i patrzył prosto na Ninę.
Nina zrobiła zdjęcie, wysłała Olkowi, a on odpisał: „Idź, najwyżej będzie mem”. Uśmiechnęła się krzywo, schowała paragon do kieszeni, dokończyła mycie i zgasiła światło. O 21:10 wsiadła do dziewiątki, ściskając torbę z zeszytami mocniej niż zwykle. Deszcz stukał w szyby, siedzenia były ciepłe, a w wagonie pachniało mokrymi kurtkami. Kasownik zawył krótko, ktoś z tyłu przeżuwał gumę, a kierowca nucił radio. Gdy zegar nad drzwiami kliknął 21:17, pasek papieru w kieszeni zrobił się wyraźnie ciepły.
Cyfry na nadruku zaczęły się rozsuwać, jak krople na szybie, odsłaniając nowy wiersz. „Skierniewicka 4B, brama od podwórza” wypłynęło czarnym tuszem, świeżym jak właśnie wypisany długopis. Tramwaj zatrzymał się przy Młynowie, a Nina wstała bez planu, drżąc od niewygodnej ciekawości. Wysiadła w zapachu smażonych frytek, minęła kiosk i zamknięty lombard, przeskoczyła kałużę. Brama 4B stała otwarta, domofon świecił jedynym nazwiskiem: „P.P.”, którego nie kojarzyła z osiedla.
Drzwi puściły po pierwszym naciśnięciu, jakby ktoś czekał, ale nikt nie odpowiedział. Schody pachniały proszkiem i kurzem, a na półpiętrze migała luźna świetlówka. Po lewej stały drewniane drzwi z mleczną szybą, za którą kołysały się papierowe paski. Wsunęła się do środka i zobaczyła pokój wielkości kiosku, pełen sznurków z paragonami. Na stole leżała identyczna drukarka, która właśnie wysuwała świeży pasek z jej imieniem i jednym zdaniem: „Nie odwracaj się”. Tuż za Niną ktoś cicho postawił stopę na ostatnim stopniu schodów.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?