Did You Know?

Paragon, który mówił prawdę


Paragon, który mówił prawdę
Poniedziałek zaczął się u Niny od drobnej niepewności, która kleiła się do porannej herbaty. Nad czajnikiem wisiał sznurek z drewnianymi klamerkami, a na nim rząd paragonów jak chorągiewki. Nina lubiła porządek i rachunki, więc sprawdzała ostatnie linijki, niby dla zniżek. Od tygodnia trafiały się zdania, które nikt nie powinien tam drukować: „Nie śpiesz się na schody”, „Zabierz parasol mimo słońca”. Dziś z piekarni wyszło coś nowego: „Nie poprawiaj dziś zegara w przedsionku”. Prychnęła, lecz przypięła papier do sznurka i wyszła z mieszkania. Pracowała w referacie zgłoszeń drobnych usterek, więc dzień miał rytm pisków i telefonów. W południe zatrzymała się pod budynkowym zegarem, który od rana uparcie spóźniał dwie minuty. Wyciągnęła rękę do wskazówki, ale przypomniała sobie ryzykowny rozkaz z paragonu. Zamiast tego zawołała woźnego, a chwilę później pod zegarem stanął chłopiec na krześle, by zawiązać but. Noga mebla pękła jak gałązka i spadłaby jej prosto na ramię, gdyby tam stała. Nina usiadła przy biurku i pierwszy raz pomyślała, że ktoś chyba ją ostrzega. Po pracy zrobiła małe zakupy w warzywniaku, a paragon wyskoczył z drukarki z dodatkową linijką. „Spójrz pod skrzynkę listów o 18:17” – głosił zwyczajną czcionką, jak wiadomość o marchewce w promocji. Blok pachniał kurzem i pomidorową, zielone skrzynki miały obdrapane numerki, a zegar w telefonie tykał bezlitośnie. O wyznaczonej porze przyklękła w korytarzu, wsuwając dłoń pod najniższą skrzynkę, gdzie zawsze gromadziły się spinacze i okruchy. Znalazła ciasno zrolowany papier termiczny, przewiązany gumką, z jej imieniem nabazgranym drukowanymi literami na odwrocie. Zwinęła skarb pod kurtkę i wjechała windą na czwarte piętro w milczeniu bardziej gęstym niż zwykle. W domu od razu zaczęła grzebać w pawlaczu, bo przypomniała sobie dziadkową maszynę do liczenia z wąską szczeliną na papier. Stała tam zakurzona i ciężka, pachniała olejem i starymi biurami, a kabel kończył się popękaną wtyczką. Nina podłączyła ją do przedłużacza, wcisnęła świeży rolkowy papier, stuknęła klawisz, chociaż nie pamiętała już układu przycisków. Maszyna zamruczała, niepodpięta do niczego poza gniazdkiem, a jednak rolka zaczęła się powoli obracać. Na bieli wydrukowały się znaki: „Nino, nie pytaj kto. Spiesz się. O 19:40 ktoś zapuka. Nie mów swojego imienia”. Serce uderzyło jej szybciej, a palce wycierały się o fartuch kuchenny, jakby to mogło pomóc. Ustawiła czajnik, choć nie czuła pragnienia, i usiadła naprzeciw drzwi, licząc minuty. Maszyna zaszurała jeszcze raz i dopisała: „Jeśli powie: sąsiadka z trzeciego – nie otwieraj. Jeśli powie: posłaniec – otwórz”. Zegar z salonu stuknął trzydzieści dziewięć, a korytarz wydał z siebie szmer windy i miękkie kroki. Zapukał ktoś cicho raz, potem trzy razy szybciej, jakby uzgadniał rytm, a powietrze w mieszkaniu spuchło. „Dzień dobry, posłaniec” – odezwał się głos po drugiej stronie, uprzejmy, trochę zmęczony, zupełnie nieznajomy. Nina położyła dłoń na łańcuchu, a w tym samym momencie maszyna prychnęła i wydrukowała jedno słowo: „TERAZ”.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 23
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.