Did You Know?

Pączek i guzikowe drzwi


Pączek i guzikowe drzwi
Za oknem padał deszcz. Krople stukały w szybę: kap, kap, kap. W pokoju Heli było miękko od koców, pachniało kredkami, a na dywanie siedział jamnik Pączek i udawał, że jest długą, bardzo długą parówką. – Parówko, wstań! – zaśmiał się Olek. – Nie parówko, tylko Pączku – poprawiła Hela i przewiesiła mu przez uszy różową wstążkę. – Robimy Paradę Śmiesznych Kapeluszy! W kilka minut pokój zamienił się w pracownię kapelusznika. Na łóżku leżał kapelusz z garnka, na krześle – czapka z pudełka po płatkach, a na lampce wisiał turban z zielonej skarpety w kropki. Olek zrobił sobie koronę z koronki od firanki, Hela przypięła do opaski piórko od szczotki do kurzu, a Pączek dostał mały durszlak. Wyglądał na bardzo ważnego kucharza. – Uwaga, próba! – ogłosiła Hela i postawiła krzesło jak scenę. – Idzie Hela w Kapeluszu Wielkiego Mopa! – powiewała mopem jak pióropuszem. – A teraz Olek w Czapce Wiatru! – dmuchnęła mu w policzek. – A teraz ja! – szczekł Pączek i… uciekł z zieloną skarpetą na głowie. Jamnik z durszlakiem i skarpetą wyglądał tak zabawnie, że Hela i Olek zaczęli się śmiać tak, że prawie spadli z krzesła. Pączek schował się pod kanapą. Durszlak stuknął o podłogę: puk! Hela i Olek wpełzli pod mebel. Było tam ciemno, pachniało kurzem i… truskawkami? Na dywanie turlały się dwa małe kurzołki – wyglądały jak puszyste kuleczki i zdawały się cicho chichotać. Pączek dmuchnął nosem, kurzołki potoczyły się jak piłeczki. – Ojej… – Olek dotknął czegoś błyszczącego przy listwie podłogowej. – Hela, patrz! W samym rogu, tuż przy ścianie, było coś, czego nigdy wcześniej nie widzieli. Małe, okrągłe drzwiczki, wielkości talerzyka. Zrobione jakby z kawałka starej listwy. Zamiast klamki miały guzik. Prawdziwy, perłowy guzik. Na drzwiczkach ktoś namalował maleńkie literki: „Dzyń? Proszę!”. – Drzwi? – Hela otworzyła szeroko oczy. – W moim pokoju? – Dzyń? – powtórzył Olek. – To chyba trzeba zadzwonić. – Hau? – zapytał uprzejmie Pączek i stuknął nosem w guzik. Guzik zadźwięczał cichutko: dzyń! Przez moment nic się nie działo. Tylko deszcz szeptał za oknem, a kurzołki przycupnęły jak widownia w teatrze. Nagle spod drzwiczek wymknęła się cieniutka smużka światła. Pachniało… popcornem? I czymś słodkim, jak wata cukrowa, ale chyba marchewkowa. – Słyszysz? – Hela położyła ucho na dywanie. – Tam ktoś gra. W środku rozległo się ciche: pum, pum, pum – jak maleńki bębenek. Potem trąbka: tru-tu-tu! Pączek nastawił ucho i ogon mu zadrżał. Zza drzwiczek dobiegł jeszcze jeden dźwięk, zupełnie jak szept przez papier: – Ju-ju-już idziemy… prosz… proszę… – Dziwna sprawa – szepnął Olek. – Może to są krasnotony? Albo orkiestra marchewkowa? – Nie ma co zgadywać. Trzeba sprawdzić – zdecydowała Hela. – Operacja Guzik! Olek, lina! Olek wyciągnął z szuflady sznurek do skakanki. Hela przewiązała go sobie w pasie, drugi koniec dała Olkowi. – Jak coś, to mnie trzymaj. A ty, Pączku, jesteś Latarka Ogonowa – przykleiła jamnikowi na grzbiet odblaskową naklejkę w kształcie gwiazdy. Pączek był dumny jak paw i bardzo błyszczący. Hela spróbowała przekręcić guzik, ale był malutki i śliski. Spróbowała jeszcze raz, potem Olek, a potem razem. Guzik tylko zagrzechotał: dzyń-dzyń… zzz… I nic. – Halo? – zapukała Hela palcem. – Tu Hela i Olek. Mamy Paradę Śmiesznych Kapeluszy. Mamy też jamnika w durszlaku. Po drugiej stronie zrobiło się bardzo cicho. Tak cicho, że słychać było jak kurzołek po lewej mówi do kurzołka po prawej: „Czy oni naprawdę powiedzieli durszlak?”. I wtedy – trach – pod drzwiczkami wysunęła się cieniutka karteczka, jak pasek z notesu. Hela delikatnie ją podniosła. Na karteczce, drobnymi literkami, było napisane: „Czekajcie na znak. Stroimy marchewki”. – Stroją marchewki? – parsknął Olek. – Marchewki można stroić? – Może jak trąbki – powiedziała Hela. – Marchewki-trąbki! Ojej, to będzie najlepsza parada na świecie. Usiedli na dywanie i czekali. Pączek położył się z głową na łapach, ale jego nos cały czas drgał. Zza drzwiczek dobiegały odgłosy szurania, sapania, cichego „la-la-lla”, a raz nawet krótki śmiech: „hi-hi!”. Światełko pod drzwiami pulsowało jak świetlik. – Znak! – Olek aż podskoczył. – Widzisz, Hela? Światło miga trzy razy. – To pewnie hasło – powiedziała Hela i znowu chwyciła guzik. – Na trzy… Raz… Dwa… Zanim powiedziała „trzy”, guzik poruszył się sam. Najpierw bardzo malutko. Potem bardziej. Drzwiczki zaskrzypiały jak myszka na skrzypcach i uchyliły się na włos. Wysypało się kilka confetti – kółka z bibuły w kolorach sałatki owocowej. Jedno wylądowało Pączkowi na nosie. Jamnik ze zdziwienia kichnął tak donośnie, że drzwiczki zatrzęsły się i otworzyły troszkę szerzej. – Przepraszam – powiedział Pączek i zamachał ogonem tak, że gwiazda-odblask zatańczyła po ścianie. Za drzwiczkami było jak w tunelu z kolorowych kredek. Ściany miały kropki i paseczki, a w głębi migotały małe światełka. Słychać było sporo tup-tup bardzo malutkich stóp. I znowu trąbkę. Tym razem wyraźniej. – Uwaga! – rozległ się cichutki głosik, jakby mówiła go mrówka w kapeluszu. – Próba trąbek! I… marchewek! Pięć, sześć, siedem! Hela wzięła głęboki oddech. – Idziemy. – Trzymam linę – zapowiedział Olek i splecionymi palcami zacisnął sznurek. – Jeśli coś, damy sygnał: „Ojej!” trzy razy. – Hau – przytaknął Pączek i wsadził pyszczek w szparę. Coś po drugiej stronie połaskotało go w wąsy. Zrobił „apczi!” i znowu confetti posypało się jak deszcz. Drzwiczki drgnęły. Światło rozbłysło mocniej. Hela przyklękła, żeby zajrzeć, kiedy nagle cały dywan pod nimi delikatnie zawibrował, jakby gdzieś w głębi ktoś próbował ruszyć bardzo malutką karuzelę. Trąbki zatrąbiły krótko i wesoło, a potem zapadła cisza tak gęsta, że nawet kurzołki przestały szeptać. – To chyba ten znak – szepnął Olek. – Słyszysz? Nic nie słychać. Hela skinęła głową i wysunęła palce w stronę guzika. W tym samym momencie po drugiej stronie rozległo się szybkie tup-tup-tup, jakby ktoś biegł po schodkach. Ktoś inny zakaszlał bardzo cienko, ktoś powiedział: „Sza!”, a potem… Drzwiczki otworzyły się na oścież. Z tunelu buchnął zapach świeżo upieczonych naleśników i marchewkowej waty. Z bardzo bliska rozległo się radosne: „Trzy, dwa, jee…” i coś malutkiego, bardzo błyszczącego, pędząc z dźwiękiem dzyń-dzyń-dzyń, mknęło prosto w ich stronę


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 35
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.