Ogień nad Fiordem
Wiatr szarpał żaglami łodzi, a fiord wydawał się głębszy niż zwykle tej czerwcowej nocy. Leif stał na krańcu drewnianego pomostu, pozwalając chłodnej bryzy igrać z jego jasnymi włosami. Miał szesnaście lat i właśnie wrócił z pierwszego samodzielnego rejsu na dorsze. Czuł się silny, dumny – aż do tej chwili, kiedy spośród mgieł wyłoniła się łuna światła nad przeciwległym brzegiem.
Vierka, jego rówieśnica i najlepsza przyjaciółka, podeszła cicho. "Znowu śnisz na jawie?" – szturchnęła go żartobliwie ramieniem. Leif wskazał na bladą poświatę rozlewającą się nad cichymi lasami.
"Widzisz to? Tam, na zachodzie? To nie ognisko rybaków."
Vierka zmarszczyła brwi. Z daleka dobiegał lekki dźwięk – jakby śpiew lub jęk metalu. Dołączył do nich Knut, najmłodszy w ich paczce, który właśnie wrócił z wieży strażniczej. "Zawiadomiłem starszyznę" – powiedział cicho. "Ale oni uważają, że to zwykłe złudzenie."
Chłopcy i dziewczyna spojrzeli po sobie. To nie było złudzenie. Coś wisiało w powietrzu – jakby sam Odyn patrzył z góry, wyczekując, kto pierwszy odważy się przekroczyć granicę znanego świata.
Bez słowa ruszyli w stronę porośniętych mchami łódek. Ustalili, że popłyną w trójkę, zanim starsi zorientują się, że ktoś zniknął z osady. Przemykali między domostwami, czując narastające napięcie: czy powinni ufać swoim instynktom, czy posłuchać rozsądku?
Gdy odbili od brzegu, fiord zmienił się nie do poznania. Mgła gęstniała, światła na zachodzie pulsowały coraz intensywniej. Na wodzie pojawił się nagle długi cień – jakby jakiś statek, inny niż wszystkie, których dotąd widzieli, przemykał bezszelestnie przez czarne zwierciadło wody.
Leif zacisnął dłonie na wiośle. Knut spojrzał na niego blady. Vierka próbowała rozpoznać kształty zamglonej sylwetki. W ciszy słychać było tylko ich przyspieszone oddechy i plusk wioseł.
Wtedy usłyszeli dźwięk – metaliczne uderzenie, jakby ktoś ostrzył topór o skałę. Łuna zajaśniała oślepiająco, rzucając dziwne cienie na ich twarze. Łódź zatrzymała się kilka sążni od brzegu. Wszystko zamarło. Kroki. Oddechy. Nawet woda wydawała się przestać płynąć.
Z ciemności wyłoniła się postać. Niosła na ramieniu coś, co wyglądało jak zakurzony sztandar z symbolem, jakiego nigdy nie widzieli. Postać stała na skraju lasu, niewyraźna, otoczona światłem, które wydawało się pochodzić nie z tego świata.
Leif poczuł, jak serce bije mu mocniej niż kiedykolwiek. Próbował dostrzec twarz nieznajomego, ale sylwetka pozostawała rozmazana – jakby powietrze drgało wokół niej. Wystarczyłby jeden ruch, jedno słowo...
Ale nikt się nie poruszył.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?