Did You Know?

Numer trzynasty


Numer trzynasty
Namiot Cyrku Borealnego wyrósł na nabrzeżu jak ciemnoniebieski grzyb po burzy. Materiał połyskiwał srebrnymi nitkami, a gdy zawiał wiatr od rzeki, całe poszycie cicho zaszemrało, jakby oddychało. Po drugiej stronie ogrodzenia dopalały się ogniska ekip montażowych, pachniało smołą, wilgotnym drewnem i cukrem przypalonym na patyku. Lena zadarła głowę. Jej koło powietrzne wisiało wysoko pod kalenicą, czarne na tle czerni, a jednak wyraźne, jak obrys księżyca tuż przed pełnią. Rozgrzewała dłonie magnezją, przyglądając się, jak biały pył osiada na skórze kropkami konstelacji. Czuła ten przedprzedstawieniowy dreszcz – mieszaninę tremy i głodu lotu. Tuż obok krzątał się Beniamin, technik od wszystkiego: miał wiecznie zakurzone rękawy i niewiarygodną zdolność znajdowania zgubionych śrubek w trocinach. „Gdyby trociny mogły mówić, opowiedziałyby nam pół świata” – mruknął, ciągnąc skrzynię na gumowych kółkach. Skrzynia była żelazna, z ćwiekami, ciężka tak, że podłoga jęknęła pod jej ciężarem. Na wieku, obok starego logotypu wyblakłej komety, ktoś wybił 13. Nie trzynastkę z czcionki plakatowej, tylko taką ręczną, nierówną, z lekką rysą między 1 a 3, jakby cyfra chciała się zcalić w jeden znak. – Uważaj na uszy – rzucił z progu Maurycy, dyrektor i konferansjer w meloniku, który kochał swoje słowa równie gorąco, co publiczność jego głos. – Ten cud wjeżdża tu incognito. Żadnych plotek, żadnych pytań. To jest nasz nowy numer otwarcia. Numer trzynasty, panowie i panie, ale udajemy, że to czysta arytmetyka. Uśmiechnął się, lecz jego palce ścisnęły laskę zbyt mocno. Lena zauważyła, jak na sekundę zesztywniały mu knykcie. Widział to też Beniamin – skinął Lenie lekko, bez słów. W trzech ruchach zasunęli skrzynię pod scenę, tam, gdzie zderzają się zapachy kociego piasku i perfum, gdzie trociny zacierają ślady i gdzie człowiek słyszy własny puls. Ktoś położył na wieku czerwony sznur, jakby to był prezent nie dla nich, ale dla nocy. Wieczorem Lena wspięła się na linę rozciągniętą między słupami. Z góry świat był prosty: trzy okręgi światła, dwa szeregi krzeseł, jedna pusta arena. Przesunęła dłonią po metalu koła i podparła nadgarstek. Z dołu dobiegł ją cienki ton, jak odległy dźwięk szkła wilgotnego od deszczu. Spojrzała w kierunku skrzyni. Wzdłuż szczeliny wieku, jakby pod skórą, pociemniał wąski pasek światła. Drgnął, zgasł, znów się pojawił. Lena zacisnęła usta. – Słyszysz? – szepnęła, kiedy Beniamin dołączył do niej przy drabinie, nie odrywając wzroku od cienia pod sceną. – Słyszę. I wolałbym nie – odpowiedział półżartem, a potem dodał serio: – Maurycy dostał dzisiaj list. Papier stary, atrament prawie wyblakł. Ktoś mu pisał, żeby tego nie wprowadzać. Zwinął, schował, kazał grać. Jak zawsze. Lena skinęła, nie komentując. Cyrk rządził się rytmem, który brzmiał jak werbel: przygotuj, zapowiedz, pokaż, zgaś. Czasem pomiędzy tymi uderzeniami otwierała się jednak szczelina, w którą światło i cień wymykały się z kolejności. Tego wieczoru szczelina wyglądała jak trasa czerwonego sznura na wieku skrzyni. Następnego dnia ćwiczenia nabrały przyspieszenia: Gabriel, iluzjonista o dłoniach zbyt spokojnych jak na człowieka, który ciągle coś znikał, układał swoje zwierciadła w wachlarz. Aby nie rozpraszać zespołu, Maurycy wymienił afisz przy wejściu. Odręczny dopisek atramentem na samym dole głosił: „Premiera numeru pod znakiem komety”. Przyuważyła go starsza bileterka i splunęła przez ramię, co u niej uchodziło za błogosławieństwo. – Pod znakiem komety – powtórzyła Lena, przechadzając się po linie. – Kto to pisał? – Znasz odpowiedź – odparł Gabriel i obrócił jedno ze zwierciadeł. – Każdy numer ma swój znak. Pytanie brzmi, czy znak wybrał nas, czy my jego. Tamtej nocy, gdy namiot już spał i tylko zegary w wozach rozmawiały ze sobą szeptem, ktoś – może wiatr, może ręka – przesunął czerwoną linkę ze skrzyni, nie odsłaniając jednak wieku. Lena, która nie umiała długo trwać w łóżku, kiedy powietrze było gęste jak zupa z chmur, wsunęła stopy w trampki i zbiegła po metalowych schodkach. Kiedy kucnęła przy skrzyni, z trocin wysunął się kawałek szkła. Podniosła go. W tym małym odłamku jej twarz odbijała się jak zwykle, tylko mrugnęła ćwierć sekundy później niż jej powieka. – Iluzja to umowa – powiedział jej następnego dnia Gabriel, patrząc na odłamek pod światło. – Zawierasz ją z rzeczami, których nie rozumiesz. Zwykle dotrzymują słowa. Zwykle. Światło w dniu premiery było ciężkie jak kurz. Goście szeptali na wejściu, odszukując numery na krzesłach. Ktoś zgubił rękawiczkę, ktoś inny śmiał się zbyt głośno. Maurycy stanął w prześwicie, płaszcz miał podszyty satyną, a w oczach – ten iskrzący pył, który pokazywał, że to już. Beniamin zapiął ostatnią klamrę przy wyciągarce i podał Lenie uprząż. Metal był ciepły od dłoni. – Numer trzynasty idzie na koniec pierwszej części – powiedział cicho. – Jeśli coś… jeśli będziesz musiała zeskoczyć, skacz na maty po lewej. Po prawej stoi skrzynia. – Nie będę skakać, będę lecieć – odparła i uśmiechnęła się tak, jak uśmiecha się człowiek, kiedy już widzi w głowie swoją trajektorię. Werbel zawrzał. Gabriel zgasił zwierciadła jednym ruchem. Światło zgęstniało nad areną. Maurycy wszedł w snop i jego głos rozszedł się po namiocie jak fala: – Panie i Panowie, Drodzy Widzowie, pod naszym błękitnym niebem witamy państwa numerem, którego jeszcze nie było, choć czekał na nas od dawna. Proszę o ciszę. Proszę o oddech. Proszę o odwagę spojrzenia tam, gdzie zwykle nie patrzycie. Oklaski stłumiły się same, jakby wstydziły się głośności. Beniamin spojrzał na Lenę, Lena na Beniamina. Końcówka czerwonej linki zwisała ze skrzyni jak język milczenia. I wtedy, bez dotyku, bez sygnału, wieko drgnęło. Zaschło komuś w gardle, ktoś inny odsunął butem torebkę cukierków. Metal zaszurał. Pomiędzy pokrywą a skrzynią pojawiła się wąska, czarna przerwa. Lena, już zawieszona nad areną, z dłonią na kole, zobaczyła, jak w tej przerwie zabłysło coś gładkiego – jak oko zwierciadła – i przez ułamek sekundy była pewna, że to coś patrzy wprost na nią.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 32
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.