Did You Know?

Notatnik przy pętli


Notatnik przy pętli
Papierniczy Maji stał tuż przy pętli tramwajowej, między piekarnią a kioskiem z gazetami. Wieczorem neon mrugał rytmem dzwonka ostatniego tramwaju, a w środku pachniało tekturą i grafitem. Maja liczyła drobne, odstawiała kubek z bergamotką i przeglądała zeszyt z zapomnianej dostawy. Pojawił się kilka miesięcy temu, bez kodu kreskowego, wciśnięty między zwykłe bruliony na drucie. Kiedy polała jedną stronę herbatą, linie nie rozlały się, tylko związały w równy, cichy tekst. Zeszyt odpowiadał na notatki, choć nikt nie trzymał długopisu. Pierwszy raz napisał: „Zostaw drobne w słoiku dla pana z psem”, a ona posłuchała. Nazajutrz staruszek ze spanielką podziękował, jakby od zawsze wiedział, że monety na niego czekały. Potem były drobiazgi: przestawienie zegara o dwie minuty, parasol dla nieznajomej, omijanie siedzenia numer dwanaście. Dziś wieczorem przeczytała zdanie: „18:03 przyjdzie kobieta po spinacz okrągły, powiedz: nie”. Nie lubiła odmawiać, więc uniosła brwi i zamknęła zeszyt, jakby to zatrzymało godzinę. O 18:02 zadzwonił dzwonek; w progu stanęła kobieta w żółtym płaszczu przeciwdeszczowym i poprosiła dokładnie to. Maja poczuła suchość w ustach, lecz zebrała się i powiedziała: „Nie, dziś nie”. Kobieta zawahała się, uśmiechnęła krzywo, odsunęła kosmyk włosów i odparła: „Dobrze, wystarczy zwykły”. A potem dodała jeszcze cicho, jakby przepraszała i jednocześnie ostrzegała: „Pani jeszcze zdąży”. Maja zmarszczyła czoło; na stronie pojawił się świeży wiersz: „Klucz z szuflady, dach, półmrok, przewody śpiewają”. Zamknęła sklep o 18:30, odwróciła tabliczkę i wsunęła do kieszeni mosiężny klucz od licznika. Nie wiedziała, by pasował do czegokolwiek innego, ale zeszyt skreślił: „Zaufaj, idź teraz”. Powietrze na zewnątrz było ciężkie, przewody buczały jak odległe owady, a pętla nagle pustała. Przeszła przez kałuże, odnalazła metalowe drzwi, których wcześniej nie zauważała, z okrągłym zamkiem pośrodku. Klucz obrócił się z miękkim kliknięciem; schody wiodły w górę, w półmrok pachnący kurzem i ozonem. Na dachu miasto rozkładało się jak mapa; okna bloków świeciły jak akwaria, gdzieś ktoś grał etiudę. Nad nimi przewody tramwajowe były napięte jak struny, a ich ton drżał Maji w piersi. Na betonie, blisko krawędzi, stał drewniany stołek; na nim paczka w brązowym papierze, związana czerwonym sznurkiem. Zeszyt nagrzał się w kieszeni; gdy go otworzyła, litery wyrastały same, jak mgła zamieniająca się w tusz. Przeczytała: „Nie otwieraj jeszcze. Posłuchaj” i uniosła głowę ponad krawędź dachu, uważna jak kamerton. Buczenie układało się w sylaby, prawie słowa, jak rozmowa dwóch tramwajów, zbyt szybka dla ludzkiego ucha. Między kablami coś mignęło, jak odbicie twarzy w wodzie; ktoś czekał po drugiej stronie, z dłonią uniesioną.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 19
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.