Nocny Patrol Fluorowców
Zawsze gdy padał deszcz, stary budynek na obrzeżach Kwiatowa przypominał coś z filmu science fiction. Zielonkawe światło odbijało się od brudnych szyb dawnego laboratorium stomatologii, które kiedyś należało do doktora Żuchwy. Po mieście krążyły plotki o dziwnych hałasach dobiegających z wnętrza i fluorescencyjnych smugach widzianych nocą. W teorii każdy wolał omijać to miejsce szerokim łukiem, ale dla Stasia, Marty i Igora, była to wprost wymarzona lokalizacja na spotkania ich paczki "Patrolu Eksploratorów Miasta".
Staś był bystrym czternastolatkiem z obsesją na punkcie łamigłówek. Marta kochała naukę – głównie biologię i chemię, a Igor uznawał się za technicznego geniusza, który potrafił naprawić każdy gadżet. Tego wieczoru, uzbrojeni w latarki, notatniki i jedno jabłko na troje, przemknęli pod mokrymi gałęziami w stronę głównych drzwi laboratorium. W powietrzu unosił się dziwny zapach mięty.
– Jesteście gotowi? – spytał Staś, sprawdzając czy dyktafon Igora działa.
– Jasne – przytaknęła Marta, poprawiając plecak pełen czekających do opisania próbek z własnego pokoju.
Gdy tylko otworzyli drzwi, powitał ich chłód i cichy szum. Pomieszczenie wyglądało tak, jakby ktoś przerwał pracę w połowie dnia: otwarte zeszyty, puste szklanki po herbacie, pożółkłe plakaty z rysunkami szczoteczek do zębów i rozrzucone instrumenty stomatologiczne. Na ścianach wisiały szkice dziwnych stworów przypominających bakterie i wirusy z uśmiechami i szczotkami do zębów zamiast rąk.
Nagle Igor zatrzymał się gwałtownie.
– Patrzcie na to! – wyszeptał.
Tuż pod parapetem, wśród rozbitych probówek, leżał duży, zamknięty pojemnik z napisem „Fluorowce 2.0 – testy trwają”. Obok niego znajdowała się zalana notatka: „Uwaga! Uaktywniają się w kontakcie z niedokładnie umytymi zębami”.
– O nie, to chyba... żywe bakterie? – Marta spojrzała zafascynowana.
W momencie, gdy podnieśli pojemnik, z blatu spadł kawałek spleśniałej bułki. Ze środka wystrzeliła świetlista chmurka, a w laboratorium zapaliły się kolorowe lampki, odsłaniając coś, czego troje przyjaciół zupełnie się nie spodziewało. Za szklaną szybą, w ciemnej części laboratorium, ktoś lub coś właśnie zaczynało się ruszać. Zęby tej postaci połyskiwały jak srebro, a jej spojrzenie śledziło każdy ich ruch.
Wtedy rozległ się dziwny, cichy głos:
– Kto śmiał zakłócić mój patrol?
Przyjaciele zamarli, nie wiedząc jeszcze, czy powinni uciekać, czy może... zostać i pomóc.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?