Did You Know?

Nocny numer bez siatki


Nocny numer bez siatki
Na placu za dworcem wyrósł namiot Cyrku Aurora, czerwono-biały, połyskujący rosą. Ciężarówki ustawiły się półkolem, a zapach prażonego cukru mieszał się ze smarem. Ludzie przychodzili z miasta, ciekawi, czy zobaczą coś nowego. Pomiędzy wagonami biegły psy, ktoś ćwiczył trąbkę, ktoś inny rozciągał taśmy. W szczycie kopuły kołysała się lina, cienka jak kreska, prawie nieistniejąca w zmroku. Lena znała tę linę lepiej niż własne dłonie. Od trzech lat była w ekipie linowej i na trapezie, uczyła się od Zoji, która żonglowała równowagą jak żarem. Chciała dziś zadebiutować w nocnym numerze bez siatki, pierwszym od lat w Aurorze. Pan August, dyrektor w cylindrze, szeptał o sponsorze i o biletach, które mają się sprzedać. „Bez siatki brzmi ostro” — mówił — „ale obiecamy ciche ubezpieczenie”. Tyle że ubezpieczenie nie miało twarzy, miało tylko podpis na kartce. Po południu Lena znalazła w magazynie skrzynię z dawnych pokazów, zamkniętą mosiężnym ryglem. W środku leżał wyblakły plakat: Numer bez siatki — tylko dziś, nazwisko Niko wystrzelone złotem. Pod plakatem muszelka z cyrkowej kapliczki i zeszyt, w którym notowano próby. Ostatnia notatka kończyła się zdaniem: „Milczenie na widowni trwało zbyt długo”. Ktoś dopisał ołówkiem: „Jeśli wejdziesz na linę, licz kroki do dziewięciu”. Przez okno ciemniało, muzycy stroili perkusję, a iluzjonistka Mirabela ćwiczyła lustra. Mietek, klaun w zmytym makijażu, podał Lenie kredę i ściszył głos. „Dziewięć kroków bywa szczęśliwych, ale nie dociskaj dziesiątego” — mruknął, udając, że żartuje. Kiedy Lena sprawdzała naciąg, poczuła, że stal subtelnie śpiewa, jakby ktoś dotknął jej paznokciem. Na pomoście technicznym mignął jej cień człowieka, który schował się za reflektorem i nie odpowiadał na pytania. Nadeszła pora. Widzowie szeptali, gdy gasły żarówki, a sznur lampek kreślił elipsy ciepła. Pan August wszedł w światło i roztoczył naokoło spokojną tyradę o odwadze, tradycji i cienkiej granicy między strachem a zachwytem. Lena wspięła się po drabinie, powoli, słysząc bębny i własny oddech obijający się o sklepienie. Na górze czekał drążek balansowy, parasolka i wełniane rękawiczki, w jednej z nich kartka z dwoma słowami: „Zaufaj liczbie”. Spojrzała w dół i zobaczyła w pierwszym rzędzie chłopca, który policzył na palcach do dziewięciu i zamknął oczy. Postawiła stopę na linie i wyczuła drobne drżenie, nie pochodzące od własnego ciała. Z góry dobiegł metaliczny syk, jakby ktoś poluzował niewidzialny suwak. Reflektory zamigotały dwa razy, choć sygnał miał być pojedynczy. Lena uniosła parasolkę dla równowagi i przesunęła ciężar, licząc w myślach: jeden, dwa, trzy. Wtedy na stalowym haku, nad samym środkiem areny, zaskrzypiał bloczek, a w ciemności nad liną rozbłysło coś jak błyszczące ostrze albo lustro. Cały namiot wstrzymał oddech, a Lena, zawieszona między krokiem trzecim a czwartym, zobaczyła, że cień przy reflektorze nagle ruszył w jej stronę.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 20
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.