Nocne Szlaki Dziada Borowego
Gęsta, słowiańska puszcza otulała świat swoją wilgotną aurą. Liście drżały delikatnie, jakby szeptały starodawne, zapomniane przez ludzi zaklęcia. Marek i Lena przemierzali leśną ścieżkę, którą oświetlał jedynie srebrzysty blask księżyca przebijający się przez korony drzew.
Noc w lesie była zupełnie inna niż dzień. Każdy krok brzmiał niczym odgłos łamanego zaklęcia. Marek miał z sobą stary, odziedziczony po dziadku nóż, a Lena dmuchała na palce, rozgrzewając je z zimna. Oboje wybrali się do puszczy, aby odnaleźć legendarną Polanę Świętych Paproci – miejsce, o którym opowiadała babcia Leny, twierdząc, że w Noc Kupały można tam spotkać stwory, o jakich się filozofom nie śniło.
Gdy dotarli na polanę, mgła zasnuła im widok. Ciszę przeciął przeciągły jęk, a powietrze przeszył ostry zapach ziół. Nagle zza powykręcanych korzeni starego dębu, wyłoniła się postać starca – jego broda była zielona jak mchy, a oczy jarzyły się chłodnym ognikiem.
– Czego tu szukacie, dzieci lasu? – zapytał Dziad Borowy, głosem przypominającym szeleszczenie liści.
Marek i Lena wymienili spojrzenia. Chcieli coś odpowiedzieć, ale słowa ugrzęzły im w gardle. Wtem zza pleców starca zaczęły wyłaniać się inne sylwetki: wysmukłe rusałki, wijące się po trawie, i kudłate lesze.
– Jeśli przyszliście po odpowiedzi, możecie ich żałować – dodał Dziad, wyciągając ku nim rękę, na której pulsowało światło świętojańskiej pochodni.
W tej chwili wiatr zawył mocniej, a mgła skłębiła się wokół ich stóp, ukazując zarys tajemniczej, omszałej bramy prowadzącej w głąb puszczy. Co było po drugiej stronie, mogli tylko zgadywać…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?