Nocne echo w rezerwacie
Czternastoletnia Lena przyjechała tego lata do Rezerwatu Białych Bagien na wakacje. Ciocia Hania prowadziła tu stację badawczą i znała każdy pomost. Lena pomagała oznaczać ślady, wymieniać baterie w fotopułapkach i notować pogodę. Najbardziej lubiła zmierzch, kiedy mgła podnosiła się z trzcin jak para z czajnika. Wtedy pojawiał się Rdzawy, półdziki lis z założonym nadajnikiem radiowym. Ukradł jej kiedyś rękawiczkę, ale oddał ją tydzień później, wciśniętą w budkę lornetki.
Tego wieczoru stacja była prawie pusta, a ciocia pojechała do miasteczka. Lena siedziała przy radiu, które nocą łapało sygnały obrożych żurawi. Zamiast zwykłego pojedynczego piknięcia usłyszała potrójny rytm, jak krótki alfabet. Pik-pik-pik, przerwa, pik-pik-pik, przerwa. Na ekranie odbiornika migała obca częstotliwość, nieprzypisana do żadnego numeru. Rdzawy wysunął pysk z cienia i nerwowo zastrzygł uszami parę razy. Z daleka, ponad trzcinami, nagle mignęła dziwnie wąska niebieska poświata.
Lena założyła latarkę czołową, wzięła mapę i holowała plecak za sobą. Nie chciała czekać sama do powrotu cioci, a ciekawość już gryzła. Weszła na drewniany pomost, który w nocy śpiewał sękami i gwoździami. Sygnał stawał się głośniejszy, jakby ktoś oddychał w rytmie beztlenowym. Ropuchy nagle ucichły i rozległ się trzepot skrzydeł, którego nie umiała rozpoznać. Bóbr uderzył ogonem o wodę, jakby ostrzegał przed czymś obcym.
– Nie pakuj się w kłopoty, Rudy – szepnęła, choć to ona prowadziła. Lis biegł tuż obok, miękko jak cień, i co chwilę węszył powietrze. Na piasku przy pomoście Lena zauważyła ślady psa, ale zbyt duże jak na psa. Obok leżało kilka piór żurawia, wilgotnych i pokrytych drobnym, sadzowym pyłem. Ścieżka prowadziła ku oczku zwanym Martwym Okiem, które nigdy nie zamarzało. Sygnał przeskakiwał między trzcinami, jakby ktoś go przerzucał z ręki do ręki.
Trzciny rozstąpiły się przy ostatnim zakręcie, a powietrze pachniało ozonem. Zobaczyła maleńką diodę migającą na czarnej skrzynce zawieszonej nad wodą. Pod nią coś poruszyło się ciężko i zawarczało cicho, jak mokry silnik. Rdzawy zjeżył grzbiet i stanął między Leną a skrzynką, gotów skoczyć. Lena podniosła latarkę wyżej, a promień trafił w błyszczące, szklane oko. Ktoś, lub coś, odchyliło trzciny i zrobiło pierwszy krok na pomost.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?