Noc w Muzeum Dziwnych Wynalazków
Kiedy ostatni goście opuścili warszawskie Muzeum Dziwnych Wynalazków, a światła w salach zaczęły przygasać, Adam i Lena zostali jeszcze przez chwilę w holu. Oboje byli członkami Klubu Młodych Odkrywców, a dziś, wyjątkowo, pozwolono im spędzić noc w muzeum w ramach naukowej przygody. Chociaż udawali opanowanie, w środku buzowali z ekscytacji.
Adam miał czternaście lat, zawsze nosił za duże bluzy i kolekcjonował wszelkiego rodzaju nietypowe gadżety. Lena, rok starsza, interesowała się robotyką i uwielbiała rozkładać na części wszystko, co wpadło jej w ręce. Całą noc mieli spędzić pod czujnym okiem pana Sokoła, opiekuna klubu, który miał jednak zwyczaj zasypiać po kilku minutach od przyłożenia głowy do poduszki.
Muzeum było miejscem pełnym przedziwnych eksponatów: maszyn do pisania, które same przepisywały stare powieści, zegarów z ruchomymi ptaszkami, a nawet żarówek, które zapalały się w rytm głosów zwiedzających. Jednak dopiero po zmroku działo się tu coś naprawdę niezwykłego.
Gdy muzeum ucichło, Adam i Lena rozłożyli śpiwory tuż przy wejściu do Sali Cieni – pomieszczenia, w którym znajdowały się najstarsze wynalazki. Lena nie mogła zasnąć. Zamiast tego gapiła się w zamknięte drzwi z mosiężną klamką, błyszczącą w świetle nocnego oświetlenia. Nagle usłyszała ciche stukanie. "To pewnie wiatr," pomyślała, ale Adam już siedział wyprostowany, z uchem przy ziemi.
— Słyszysz to? — szepnął podekscytowany.
Stukanie nagle ucichło, lecz zaraz potem rozległ się piskliwy głosik, tak cichy, że ledwie można go było usłyszeć:
— Halo? Jest tam kto?
Adam gwałtownie odsunął śpiwór, a Lena przewróciła się na kolana. Głos dobiegał spod starego, żeliwnego telefonu stojącego na stoliku w kącie. Telefon, pamiętający jeszcze przedwojenne czasy, powoli poruszył tarczą i mrugnął czerwoną lampką.
— Odbierzcie słuchawkę! — poprosił telefon z wyraźnym niepokojem.
Lena spojrzała na Adama, jakby pytała, czy to nie sen. Adam jednak był już przy stoliku i podniósł słuchawkę. W tym samym momencie drzwi Sali Cieni skrzypnęły szeroko, a z wnętrza sącząca się po podłodze mgła przyjęła kształt dziwnie znajomego parasola. Parasola, który uśmiechnął się szeroko pokazując, o dziwo, porcelanowe zęby.
— Proszę za mną, dzieci — odezwał się parasol szeleszcząc głosem — dziś w nocy wszystko się zmieni...
Adam i Lena wymienili spojrzenia pełne niedowierzania, ale zanim zdążyli się odezwać, w całym muzeum zaczęły rozbrzmiewać kolejne głosy. Maszyna do pisania wystukiwała wiadomość na pożółkłym papierze, zegary wybijały nie ten czas, co zwykle, a rzeźbiony fotel podskakiwał pod ścianą jakby kogoś zapraszał do siebie.
Parasol przesuwał się przez mgłę coraz dalej w głąb Sali Cieni. Adam próbował coś powiedzieć, ale głos uwiązł mu w gardle. Lena ścisnęła go za rękę i szeptem powiedziała:
— Chyba musimy się dowiedzieć, co tu się dzieje.
Wzięli głęboki oddech i ruszyli ostrożnie za parasolem, zostawiając za sobą śpiwory i opiekuna pogrążonego w głębokim śnie. Tuż przed wejściem do sali nagle usłyszeli głośny trzask, a wszystkie światła w muzeum zgasły...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?