Noc w Laboratorium Starego Liceum
Był czerwcowy, parny wieczór, gdy ostatni dzwonek na korytarzu Liceum nr 7 wybrzmiał żałośnie, zostawiając za sobą tylko echo i cienie. Lekcje już dawno się skończyły, ale w sali chemicznej w skrzydle B zebrała się właśnie piątka maturzystów. Gosia – wieczna optymistka i samozwańcza kapitan drużyny. Marek, który potrafił rozpracować każdy szyfr i zagadkę logiczną. Natalia – skryta marzycielka z aparatem zawsze przewieszonym przez ramię. Kuba, cyniczny żartowniś, oraz Igor, zafascynowany nauką do granic możliwości.
Siedzieli nad pulpitem pokrytym odczynnikami. Niby mieli przeprowadzać ostatnie próby do konkursu naukowego, ale w głębi duszy nie mogli oprzeć się ekscytacji – byli sami w całym skrzydle szkoły, drzwi wejściowe zamknięte na klucz przez szkolnego woźnego, który tłumaczył się „starym protokołem zamykania budynku po godzinie osiemnastej”. Woźny ze śmiechem zapewnił, że wróci dokładnie o północy. Pół żartem, pół serio rzucił na odchodne: „Nie zapomnijcie zostawić wszystko na swoim miejscu. I nie idźcie do piwnicy!”
Gosia przewróciła oczami. – Pewnie sami w tej piwnicy przechowują przeterminowane jogurty z bufetu.
– Albo całe stosy zeszytów zgubionych przez pierwszoklasistów – dodał Marek.
– Skupcie się, musimy to zrobić dobrze – przerwał Igor, zanurzając szklaną pipetę w próbce.
W powietrzu wisiał zapach kredy, starego linoleum i coś jeszcze, trudnego do zidentyfikowania. Po korytarzach szkoły snuły się dziwne odgłosy – skrzypienie starych drzwi, cichy pogłos kroków, choć wokół nie było nikogo prócz nich.
Natalia nagle podniosła głowę znad notatnika. – Słyszeliście to? Jakby… ktoś chodził po sali obok.
Kuba zamrugał i próbował rozśmieszyć wszystkich: – Może to dyrektor przyszedł sprawdzić, kto kradnie kredę?
Ale nikt się nie zaśmiał.
Gosia wstała. – Dobra. Sprawdźmy to. W końcu jesteśmy dorośli i nie boimy się ciemnych korytarzy.
Zebrali się, biorąc ze sobą latarki z telefonów. Przeszli przez pusty korytarz, mijając tablice ogłoszeń z wyblakłymi zdjęciami konkursów z lat dziewięćdziesiątych. Im bliżej byli drzwi do sąsiedniej sali, tym ciszej zaczynali rozmawiać.
Kiedy uchylili drzwi, zobaczyli, że światło w sali samo się zapaliło. Na środku stał otwarty zeszyt, a tuż obok niego – dziwna, metalowa kulka połyskująca w blasku lampy. Nagle drzwi za nimi zatrzasnęły się z trzaskiem, a na korytarzu rozległ się przeciągły, wibrujący dźwięk – jakby ktoś szurał czymś ciężkim po podłodze.
Gosia spojrzała na resztę, a Igor wyszeptał: – To nie mógł być wiatr…
W tej samej chwili na tablicy interaktywnej pojawił się błysk, a niewyraźny obraz…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?