Noc Szeptów
Mira wysiadła na peronie w Kormoranowie, gdzie wiatr pachniał torfem i dymem. Było Halloween, a ona wracała pierwszy raz od lat, niby tylko na weekend. Ciotka Basia poprosiła ją o pomoc przy balu masek w domu kultury. W torbie dźwigała pudełko starych dekoracji, które znalazła na strychu, obok pachnących jabłek. Na niebie wisiał cienki księżyc, jak paznokieć, a latarnie dygotały od ostrego wiatru.
Na dnie pudełka leżała koperta z czarną pieczęcią, wygniecionym krukiem w centrum. W środku znalazła szkic mapy, narysowany sadzą ze świecy, z datą dzisiejszej nocy. Strzałka prowadziła przez rynek, za młyn i cmentarz, aż do porzuconej szklarni nad jeziorem. Pod spodem dopisano krzywym pismem: Noc Szeptów zaczyna się, gdy dynie przestaną mrugać.
W domu kultury panował gwar, przebrane dzieci krążyły między stołami pełnymi farb i krepiny. Mira wydrążała dynie, sprawdzając, czy świeczki nie gasną, i słuchała plotek o dawnych zwyczajach. Kuba, technik od nagłośnienia, ściszył muzykę i rzucił półżartem, że dynie czasem mrugają naprawdę. Podobno, gdy mgła nad bagnami gryzie w oczy, pojawia się głos, który prosi o przysługę. Mira wzruszyła ramionami, lecz drgnęła, kiedy zobaczyła, jak płomień w jednej dyni mrugnął dwa razy.
Kiedy bal dobiegał końca, a rodzice zbierali dzieci, Mira wsunęła kopertę do kieszeni. Zabrała latarkę, jedną małą lampę z dyni i wymknęła się bocznym wyjściem na rynek. Papierowe nietoperze łopotały, młyn nad rzeką milczał, a cmentarz migotał czerwienią świateł, jak oddechy. Zasięg w telefonie zniknął, kiedy weszła w mgłę, która łasiła się do krzaków jak stary kot. Szklarnia nad jeziorem trzeszczała od wiatru; szkło było popękane, a bluszcz zasłaniał połowę dachu. W środku stał drewniany stół, rzędy pustych grządek i pudełko z maskami wyciętymi ze skórek dyni. Na wieku ktoś ołówkiem napisał: oddychaj cicho, a obok leżał zardzewiały klucz na sznurku.
Mira wzięła klucz i poszukała zamka; odnalazła go przy niskich drzwiczkach, skrytych za workami ziemi. Zanim przekręciła metal, jej dynia zamrugała trzy razy: krótko, długo, krótko, jakby próbowała coś powiedzieć. Z zewnątrz dobiegł skrzek czapli, a potem miękki szept, który zabrzmiał zupełnie jak jej imię. Jeśli chcesz, żebym otworzyła, mrugnij raz teraz albo podaj hasło z mapy. Zamiast odpowiedzi maski w pudełku zaszeleściły, jakby ktoś przesunął je palcem, a szkło pociemniało. Zaryglowane drzwiczki same drgnęły, klucz zawibrował w palcach, a szept znów rozwinął się tuż przy uchu. Tym razem powtórzył jej słowa, ton w ton, jakby w szklarni skryła się druga Mira.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?