Noc pod kopułą luster
W miasteczku nic się nie działo. Ulica Wolności świeciła pustkami, a sklepik spożywczy pani Hani zamykał się codziennie o tej samej porze. Lena i Kuba znali tu każdy zakątek – aż do dnia, gdy na rynku rozstawiono wielką kopułę z polerowanych luster, tak lśniących, że odbijały nawet chmury przemykające na niebie.
Na kolorowym plakacie ktoś namalował cyrkowców z dziwacznie wydłużonymi cieniami. Podpis głosił: „CYRK LUSTER – POKAZY JAKICH JESZCZE NIE BYŁO! TYLKO TEJ NOCY!”
– Wiesz, co to znaczy? – Lena nachyliła się do Kuby, wpatrując się w światełka migoczące pod kopułą. – To jedyna szansa. Musimy tam wejść.
Rodzice zgodzili się tylko dlatego, że przedstawienie miało zakończyć się przed północą, a cała klasa miała dostać darmowe bilety. Wszyscy wymyślali, jak wyglądają występy w Cyrku Luster – jedni mówili o linoskoczkach chodzących po światłach, inni o magikach, którzy potrafią klonować swoje odbicia.
Lena i Kuba pojawili się pierwsi pod czarną kurtyną wejścia. W środku było duszno, przenikał ich zapach waty cukrowej i kurzu. Światła odbijały się w tysiącu luster, plącząc obraz sceny. Usiadły z przodu, na poduszkach w czerwono-złote paski. Wszyscy szeptali, a światła wyłączyły się nagle, jakby ktoś przeciął kabel.
Na arenę wyszedł postawny mężczyzna w połyskującym, srebrzystym fraku. Miał długie czarne włosy splecione w warkocz, a gdy się uśmiechnął, światło odbiło się od jego zębów tak mocno, że Lena musiała zmrużyć oczy.
– Witam was pod kopułą luster – powiedział głosem niskim, ale przyciągającym uwagę jak magnes. – Dziś poznacie, jak cienka jest granica między tym, co widzimy, a tym, co naprawdę istnieje…
Rozpoczął się pokaz. Elastyczna akrobatka przemykała z gracją między podwieszanymi lustrami, które co chwilę przemieniały się w kalejdoskop kolorów, a żongler odbijał świecące kule, które po chwili znikały w powietrzu bez śladu. Byli też klauni, którzy wydawali się wchodzić w swoje własne odbicia i znikać na parę sekund – potem wracali, jednak już odrobinę inni.
Kuba szturchnął Lenę. – Zauważyłaś? Te lustra… Coś tam jest, za nimi. – Lena przyjrzała się uważniej. W jednym z luster coś się rzeczywiście poruszyło. Nie były to odbicia widzów ani cyrkowców. Mignęły cienie, jakby po drugiej stronie ktoś chodził, choć nie miał prawdziwego ciała.
Pokaz trwał, a światła stale przygasały i rozbłyskiwały. W pewnym momencie rzut oka na rząd luster po lewej stronie sprawił, że Lena aż wstrzymała oddech. Zobaczyła tam nie tylko siebie i Kubę, ale i kogoś jeszcze – postać w długim płaszczu, która patrzyła prosto na nią. Lena odwróciła się, ale za nimi było pusto.
Z głośników rozbrzmiał głos prowadzącego pokaz: – Ostatni numer dzisiejszego wieczoru to przejście przez zwierciadło.
Lustro stanęło pośrodku areny. Mężczyzna w srebrzystym fraku wskazał je teatralnym ruchem. – Czy ktoś z widzów ma odwagę spróbować?
Lena poczuła, jak Kuba ściska jej dłoń – oboje wiedzieli, że nikt z publiczności się nie zgłosi. Ale wtedy światło padło prosto na nich.
– A może wy?
Cała arena skierowała wzrok na Lenę i Kubę. Lustro lśniło niepokojąco, a cień dłoni powoli wyciągał się zza tafli szkła, zapraszając…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?