Did You Know?

Noc Peruna nad torfowiskiem


Noc Peruna nad torfowiskiem
Nika wróciła na skraj Puszczy Białowieskiej tuż przed pierwszym grzmotem. Stara chata po babce stała nisko, na palach wbitych w torf. Wokół trzęsawiska oddychały, jakby szykowały płuca na burzę. Na ganku wisiał wianek z suszonego tataraku, od lat ciemny i lekki. Z framugi patrzył wyrzeźbiony pazurem znak pioruna, ten sam co dawniej. Kiedy otworzyła drzwi, powietrze pachniało dymem, jałowcem i zamokłą wełną. Deszcz jeszcze nie padał, lecz wszystko czekało. To miała być krótka wizyta i domknięcie spraw, ale obietnice mają pamięć. Pod ławą Nika znalazła skrzynkę z zardzewiałym zameczkiem i sznurkiem lnianym. W środku leżał gromowy gwóźdź, ciężki i chropowaty, oraz kartka z poplamionym pismem. „Oddaj to Perunowi, nim minie pierwsza burza po moim odejściu” – napisała babka. Obok ktoś wetknął garść prosa i łuskę z borsuczej skóry. Na klepisku zamigotały drobne okruszki, jakby domowik strzepywał z łapy pył. Nika pamiętała, jak babka szeptała o porządku między wodą a ogniem. „Mokosz bierze, co miękkie, Perun zabiera, co twarde; nie myl darów” – powtarzała. Kiedyś śmiała się z takich słów, potem wyjechała i zapomniała. Teraz stukał w komin pierwszy, daleki grzmot, a dach zaszurał strzechą. Na kominie siedział kruk, patrząc jednym, mosiężnym okiem. Nika nasypała mleka do miseczki i postawiła przy piecu, dla spokoju domowego. Potem wzięła gwóźdź, nożyk i latarkę, oraz babczyny wianek z tataraku. Groblą szło się wąsko; trzciny biły ją po udach, a żaby ucichły. Nad torfowiskiem zabłysły błędne ogniki, jak szkolne guziki zgubione w mchu. Powietrze było gęste, lepko słone, pełne ozonu i zapomnianych imion. Z oddali dochodził pomruk, jak przetaczanie beczek w pustej stodole. „Nie oglądaj się na głosy” – pamiętała jeszcze jedno. A jednak ktoś wyszeptał za plecami jej imię, dwa razy, w tonie bardzo znajomym. Stary dąb rósł na cyplu, czarny od dawnych piorunów, z wrośniętym żelazem. Nika przyklękła, wsunęła gwóźdź w szparę, aż zabolały palce. Woda przy grobli zaszemrała, nie jak strumień, lecz jak głośne ssanie ziemi. Między pniami przesunął się wysoki kształt, całkiem zielony, z kory i cieni. „Nie przyszłam krzywdzić” – wyszeptała, choć nie była pewna, kogo to uspokaja. Odpowiedziało jej stukanie z chaty, trzy szybkie puknięcia, niemożliwe na taką odległość. Pierwszy, bliski błysk rozdarł niebo, a dąb zaśpiewał głuchym, metalowym basem. Torf wypluł gałąź, na końcu której tkwił przędzalny wrzecion. Na mokrej nici połyskiwały niziutkie runy, układając się jak mrówki w znak. „Oddaj imię, weź ogień” – powiedział głos z wody, brzmiąc już nie jak babka. Światło pioruna wycięło w ciemności sylwetę z porożem i mokrym mchem zamiast włosów. Nika zacisnęła palce na wianku, czując, jak ktoś stawia ciężki krok na grobli tuż za nią.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 18
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.