Noc Kupały nad brzegiem Wisły
Dawno temu, wśród rozległych puszcz i wijących się rzek, leżała niewielka wioska otulona mgłą. Wokół niej rosły stare dęby, a wiatr często przynosił słowa pieśni ze świata, który już dawno przeminął. Była czerwcowa noc, a nad brzegiem Wisły słychać było odgłosy przygotowań do święta Kupały.
Jagoda i Borzymir, dwoje młodych przyjaciół, wymknęli się z chaty tuż przed zmrokiem. W powietrzu unosił się zapach ziół, a srebrzysta wstęga rzeki błyszczała w blasku księżyca. Ludzie w wiosce zbierali się wokół wielkiego ogniska, śmiejąc się i rzucając do siebie kwiatowe wianki. Każdy wiedział, że ta noc może przynieść rzeczy niezwykłe.
Jagoda ściskała w dłoni bukiet paproci i trzmieliny – według babci taka mieszanka chroniła przed nocnymi stworami. Borzymir z zapałem przygotowywał się do skoku przez ogień, chcąc pokazać swoją odwagę. Jednak ich prawdziwe plany były znacznie odważniejsze – postanowili odłączyć się od świętujących i podążyć leśną ścieżką prowadzącą w głąb knieji.
Szli powoli, zanurzeni w ciszy. Gdy oddalili się od świateł ogniska, dźwięki wioski zniknęły, a zastąpił je cichy śpiew świerszczy i szmer liści. Mrok między drzewami był gęsty, lecz księżycowe światło prowadziło ich nad brzeg Wisły.
Tam, przy starej wierzbie, natrafili na pierścień rozrzuconych kamieni. W środku niego leżał pokryty mchem kamienny posąg – dziwny, zwietrzały, jakby miał oczy zamknięte w drzemce. Wokół niego wiły się świeże paprocie, a w powietrzu zatańczyły złote światełka, które przypominały świetliki, ale poruszały się zbyt zgrabnie, zbyt świadomie.
Jagoda rozejrzała się niespokojnie. – Słyszałeś to? – szepnęła do Borzymira, który skinął głową, wpatrując się w przesuwające się między drzewami postacie. Były ledwo widoczne – jedne miały długie, leśne włosy, inne przepiękne wianki z kwiatów, jeszcze inne, podobne do cienistych sylwetek, zdawały się tańczyć na powierzchni wody.
– To rusałki – wyszeptał Borzymir, nagle świadomy, że zbliżają się do czegoś niezwykłego.
Nagle posąg w centrum kręgu zatrząsł się lekko, a jedno z jego kamiennych oczu otworzyło się powoli, błyskając nieziemskim blaskiem. Z rzeki rozległ się cichy śmiech, a wokół Jagody i Borzymira wzrósł wiatr, rozrzucając płatki kwiatów i wirujące iskry.
W tej samej chwili ciemność zalegająca za ich plecami poruszyła się, jakby coś – lub ktoś – zbliżało się coraz szybciej...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?