Noc Kupały i Złote Skrzydło Welesa
Dawid szedł przez ciemniejącą polanę, czując, jak rosła w nim ekscytacja. Za nim podążała Weronika, z włosami zaplecionymi w warkocz przetykany polnymi kwiatami, i Mikołaj, który nie rozstawał się ze swoim notatnikiem — nieustannie szkicował wszystko, co go otaczało. Wokół polany wił się stary bor, pełen skrzypiących drzew i szelestów ukrytych w paprociach.
To była Noc Kupały — najkrótsza noc w roku, kiedy ogniska płonęły na wzgórzach, a młodzi szukali paprociowych kwiatów, które rzekomo rozkwitały tylko raz do roku. Ale Dawid i jego przyjaciele nie zamierzali szukać zwykłego kwiatu. Chcieli przeżyć coś więcej niż legendę, którą powtarzali sobie w dzieciństwie.
Ciemność zapadła szybko, niczym ciężka kotara. Wszędzie wokół wygasały ostatnie promienie dnia, a powietrze przesycone było zapachem dymu i rosy. Dawid zatrzymał się przy ogromnym dębie, którego grube korzenie wiły się jak węże na ziemi. Na jego korze ktoś wyrył pradawne znaki — spirale, słońca, a wśród nich coś, co przypominało skrzydło.
— Widzicie to? — zapytał półgłosem, dotykając wypukłej linii.
Mikołaj już wyciągał notatnik i szkicował symbol, a Weronika przyglądała się dębowi z powagą. — To może być znak Welesa — powiedziała, przypominając sobie legendy opowiadane przez babcię. — On często pojawia się podczas tej nocy.
Chłopak spojrzał na nią pytająco. — Weles?... To ten od podziemi i zwierząt?
Weronika skinęła głową. — I od przejść między światami.
Nagle ziemia pod ich stopami zadrżała, tak lekko, że mogli to uznać za złudzenie. Ale coś jeszcze przykuło ich uwagę — niepokojący dźwięk, jakby szeleszczące skrzydła przesunęły się gdzieś w głębi boru. Z ciszy wyłonił się słaby, złocisty blask, rozlewając się między paprociami.
— Tam! — szepnął Mikołaj z szeroko otwartymi oczami, wskazując na światło pod osmalonym dębem.
Zrobili ostrożny krok do przodu, czując, że ziemia pod ich stopami nie była już taka sama. Powietrze stało się gęste, przesycone czymś pradawnym i dziwnie znajomym. Złote skrzydło, połyskujące między mchem a korą, powoli zaczęło się poruszać, jakby ktoś właśnie wybudził je z głębokiego snu...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?