Nieznany dzwonek w sali 208
Szkoła imienia Marii Skłodowskiej-Curie nigdy nie była przytulnym miejscem po zmroku. Gdy ostatni dzwonek wybrzmiewał na korytarzach, ściany wydawały się cichsze, cienie w kątach wydłużały się, a echo kroków odbijało się od marmurowych podłóg. Lena nie znosiła zostawać po lekcjach, ale tego dnia nie miała wyjścia — razem z Kubą mieli dokończyć prezentację z historii, którą mieli przedstawić następnego dnia.
W komputerowej sali 207 klawiatury już milczały. Na korytarzu rozbrzmiewały co chwilę odgłosy zamykanych drzwi, ale głos pani Iwony z sekretariatu uspokoił ich: „Będziecie mieć jeszcze godzinę, dzieciaki. Potem zamykam.”
Kuba, z kubkiem kawy w dłoni, rozsiadł się wygodnie na starym, skrzypiącym krześle. Lena kończyła przesuwać ostatnie zdjęcia do prezentacji, gdy z sali obok dobiegło ich krótkie, ale wyraźne dźwięczenie. Jakby ktoś szarpnął dzwonek stojący na biurku. Chociaż była już prawie ósma wieczorem, w szkole nie powinno być nikogo oprócz nich i pani Iwony.
– Słyszałeś? – Lena oderwała się od monitora, marszcząc brwi.
– Może woźny? – Kuba spojrzał na telefon, który nagle rozładował się do zera.
Drzwi do sali 208 były półprzymknięte. Nigdy tam nie wchodzili, bo to była sala doświadczalna, pełna zakurzonych atlasów, mikroskopów i modeli starych maszyn. Zawsze pachniało tam starym papierem i czymś, co Lena nazwałaby kurzem czasu.
– Może ktoś zapomniał kluczy? – wyszeptała Lena, coraz bardziej zdenerwowana.
Kuba skinął tylko głową i pchnął drzwi. W środku panował półmrok, światło zza okna tworzyło na podłodze fantazyjne wzory. Na biurku rzeczywiście leżał metalowy dzwonek. Ale coś było nie tak. Powietrze w sali wydawało się gęstsze, a wszystkie zegary na ścianach wskazywały inną godzinę.
Nagle z ciemnej części sali rozległ się cichy szelest — jakby ktoś przesuwał ciężki zeszyt po stole. Lena bezwiednie chwyciła Kubę za rękę. Wtedy tuż przy oknie błysnęło delikatne, niebieskawe światło, migające raz za razem, dokładnie w rytm ich przyspieszonych oddechów.
Zanim zdążyli zareagować, drzwi za nimi zatrzasnęły się z hukiem, a dzwonek na biurku sam z siebie rozdzwonił się jeszcze raz, głośniej niż kiedykolwiek wcześniej...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?