Nela, Tymek i Balkon Zeta-5
Wieczór po letnim deszczu pachniał jak nowa książka. Krople trzymały się jeszcze liści pelargonii na balkonie, a nad blokami świeciły pierwsze gwiazdy. Na środku stała rakieta z kartonu, pomalowana kredkami. Miała okna z folii i napis: „ZAŁOGA: NELA, TYMEK I PIKSEL”.
Nela miała siedem lat i lubiła rysować mapy nieba. Tymek miał pięć i potrafił naciskać guziki najdelikatniej na świecie. Piksel był ich robotem. Był z klocków, magnesów i starej latarki. Jeździł na krótkich gąsienicach i mówił: „pip, pip!” kiedy był zadowolony.
Coś cicho stuknęło w największą donicę. „Plum!” – jakby kamyk wpadł do kałuży. Nela i Tymek aż wstrzymali oddech. Między ziemią i listkami błysnęło coś srebrnego, wielkości śliwki. Nie było to ziarenko ani owad. To coś miało dwie migające kropki, jak oczy.
„Pip?” – zapytał Piksel i podjechał bliżej. Srebrny przedmiot lekko się ogrzał od ciepła ich dłoni i rozchylił skórkę jak owoc. W środku była przezroczysta kropelka z gwiazdą. Z kropelki wyszedł cienki głos, jak podmuch powietrza w butelkę: „Baza Balkon Zeta-5 wykryta. Szukam załogi.”
Nela spojrzała na Tymka. Tymek spojrzał na Nelę. Oboje na Piksela. „My… możemy być załogą?” – wyszeptała Nela. „Potwierdź gotowość” – powiedział głos i w srebrnym nasionku wysunęła się malutka szufladka. Leżały w niej dwie miękkie opaski i naklejka z błyskawicą.
„To dla nas!” – ucieszył się Tymek. Nela wsunęła opaskę na nadgarstek. Opaska zaświeciła niebiesko. Tymek założył swoją i mrugnęła zielono. Piksel dostał naklejkę. Gdy Nela przykleiła mu błyskawicę na obudowę, robot aż rozjarzył latarką: „Pip-pip!”
„Kalibracja” – powiedział głos. Opaski zamruczały jak małe kotki. Na ich kartonowej rakiecie zapaliła się żółta kropka, a na balkonie zamigotały cienkie kreski, jak promienie latarki. Na posadzce ułożyła się mapa nieba – z punktami i krótkimi nazwami: „Wóz”, „Dróżka Chmur”, „Półksiężyc”.
„To jak gra!” – szepnął Tymek. „To jak prawdziwa stacja” – poprawiła Nela, ale uśmiechała się szeroko. Głos z kropelki znów się odezwał: „Sprawdź: wiatr – łagodny. Serce – mocne. Odwaga – jasna. Tryb: Cichy Start.”
Pelargonie poruszyły listkami, jakby chciały klasnąć. Srebrne nasionko wsunęło cienki kabel w kartonową rakietę i połączyło się z nią idealnie, jak klocek do klocka. Rakieta drgnęła, ale nie odleciała. Zamiast tego gdzieś w balustradzie coś zabzyczało i… balkon zaczął miękko zmieniać kształt.
Krawędzie szyb zadrżały. Z poręczy wysunęły się przezroczyste skrzydełka i skleiły w okrągłą kopułkę. Była jak szkło, ale cieplutka w dotyku. Drzwi z pokoju zostały otwarte, a mama nuciła w kuchni. Nela i Tymek stali bezpiecznie w środku, na swoim balkonie, tylko teraz wyglądał jak miniaturowa kabina pilota. Piksel zakręcił się dookoła i stanął przy Nelowej nodze.
Przed nimi na szybie pojawił się obraz, jak okno w oknie. Widać było ciemne niebo i jasne punkty. Jeden punkt zaczynał rosnąć. Najpierw był jak nasionko maku. Potem jak ziarnko ryżu. W końcu jak świetlny guzik.
„Obiekt w podejściu” – powiedział spokojny głos. „Włącz dokowanie w trybie cichym?” Nela skinęła głową, a opaska pojaśniała. „Potwierdzam” – dodał Tymek, bardzo poważnie. Na mapie nieba popłynęły delikatne strzałki. Na balustradzie zamrugały trzy małe lampki: biała, biała, niebieska.
Pelargonie pochyliły się w stronę światła, jakby wąchały powietrze. Z doniczek uniosły się drobne pary, pachniało świeżą ziemią i deszczem. „Pip?” – Piksel popatrzył w górę. Nela poczuła, jak coś lekko drży pod jej stopami, jak tramwaj, który przejeżdża daleko, ale czuć w podłodze.
„Uwaga, kapitanie Nelo. Uwaga, oficerze guzików, Tymku” – odezwał się głos. „Łącze otwarte. Sygnał przyjazny. Ktoś prosi o zezwolenie na wejście.” Na szybie pojawiły się trzy kropki, które mrugały rytmem: króciutko, dłużej, krótko.
„To jak zagadka świetlna!” – Tymek podskoczył, ale zaraz znów stanął prosto, bo obiecał, że będzie poważnym oficerem. „Odpowiedzmy!” – Nela dotknęła ekranu palcem. Jej opaska piknęła i wysłała błysk w tym samym rytmie.
Punkt na niebie przybrał kształt. Już nie był guzikiem, tylko małym, okrągłym statkiem, wielkości wielkiego talerza. Miał trzy skrzydełka, które obracały się bezszelestnie. Na brzegu mieniły się znaczki, jak litery, których nie widzieli w żadnej książce.
„Dokowanie za: trzy… dwa… jeden…” – odliczał głos. Na środku kopułki otworzył się cieniutki krąg, jak uśmiech. Wiał stamtąd chłodny, pachnący kosmosem wietrzyk. Piksel stanął nieruchomo, jak posąg. Tymek złapał Nelę za rękę.
Światło statku zatrzymało się tuż przed szybą. Na jego powierzchni zamigotał cień, jakby ktoś w środku poruszył skrzydłem albo łapką. Coś zapukało trzy razy: puk, puk… puk. Nela wstrzymała oddech i wyciągnęła dłoń w stronę migoczącego kształtu, a wtedy w kopułce cichutko rozsunęło się okrągłe okienko i...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?