Nela i szept wiatru
Rano w kamienicy przy Platanowej 3 pachniało naleśnikami i mokrą trawą. Nela otworzyła okno swojego pokoju i wyjrzała na podwórko. Na ławce siedziała pani Hania z kocem na kolanach, a obok piaskownicy turlała się piłka w żółte paski. Liście dużego kasztanowca szeleściły cicho.
– Dzień dobry, świecie – szepnęła Nela, przeciągając się jak kot.
Wtedy usłyszała coś jeszcze cichszego, jakby ktoś dmuchnął w butelkę. Tylko że ten dźwięk miał słowa.
– Halo... Nelo... – zaszepotał wiatr spod samego parapetu. – Wstajemy, wstajemy, już czas.
Dziewczynka aż usiadła prosto.
– Kto to? – spytała, rozglądając się, jakby ktoś ukrył się za firanką.
Wiatr zadrżał lekko i musnął jej policzek.
– To ja. Wiatr. Wreszcie mnie słyszysz.
Nela spojrzała na swoje ręce. Nic się nie zmieniło. Na nosie wciąż miała trzy piegi. Jedno z nich jakby błysnęło.
– Mamo! – zawołała przez drzwi. – Czy wiatr umie mówić?
– Yyy... tylko jak świszczy – zaśmiała się mama z kuchni. – A ty umyj ząbki!
Nela umyła zęby tak szybko, że pasta pachniała jeszcze miętą, kiedy zbiegła na podwórko. Olek czekał już przy trzepaku. Miał plecak, który zawsze skrzypiał, gdy go zapinał.
– Nela, jesteś! – pomachał. – Idziemy do parku? Dziś podobno pojawiły się nowe łabędzie.
– Chodź, ale... – Nela ściszyła głos. – Muszę ci coś powiedzieć. Słyszę wiatr.
Olek otworzył szeroko oczy.
– Tak po prostu? On mówi?
– Słyszę, jak mówi. Mówi do mnie.
Wiatr jak na zawołanie dmuchnął w ich czapki, aż czapka Olka przechyliła się na bok.
– Dzień dobry, Olku – zaszumiał. – Fajny daszek.
Olek dotknął czapki i zakrztusił się śmiechem.
– Ojej! – powiedział. – Serio, on gada!
Pod kasztanowcem leżał miękki puch z dmuchawca. Nela przykucnęła i dmuchnęła na niego delikatnie. Puch zakręcił się, ale nie odleciał.
– Wiatrze, pomożesz? – spytała nieśmiało.
– Prrrroszę – zaszeleścił wiatr i podniósł biały puch tak, że poszybował i zatańczył nad piaskownicą. Dzieci patrzyły z zachwytem, a pani Hania uśmiechnęła się spod koca, choć pewnie myślała, że to zwykły podmuch.
– Skąd umiesz do niego mówić? – zapytał Olek szeptem, kiedy ruszyli chodnikiem w stronę parku.
– Nie wiem. Rano po prostu usłyszałam. Jakby ktoś otworzył małe drzwiczki w uchu – odparła Nela i dotknęła piega na nosie, który znowu lekko zaiskrzył.
Miasto budziło się powoli. Dzwony tramwaju dzwoniły w oddali. Pies sąsiadów, Burasek, węszył przy płocie i merdał ogonem. Na balkonie ktoś podlewał pelargonie.
– Uwaga na kałużę! – zaszeptała woda z rynny, a Nela szybko przeskoczyła ciemną plamę. Olek też przeskoczył, choć nic nie słyszał poza pluśnięciem.
– On cię ostrzegł, co? – zgadł.
– Tak – Nela skinęła głową. – I czuję, że wiatr ma dziś do nas sprawę.
Kiedy skręcili w aleję prowadzącą do parku, wiatr znów poruszył ich kurtki.
– Nelo, w prawo. Dzisiaj nie łabędzie, dzisiaj zegar – wyszeptał.
– Jaki zegar? – spytała dziewczynka.
– Ten stary, przy fontannie. Co stoi czasem, a czasem nie. Ktoś czeka – zawył cicho wiatr, jakby przeciągał głoskę, i pociągnął za rękaw jej kurtki.
Aleja w parku była cienista, pełna ptasich śpiewów i zapachu mokrych liści. Po lewej stronie stał niski mur, porośnięty bluszczem. Po prawej migotała woda w oczku. Spadały liście i układały się w dziwne strzałki, wszystkie wskazywały w jedną stronę.
– Zobacz! – wskazał Olek. – Same strzałki.
– To wiatr tak je układa – powiedziała Nela, a wiatr zaśmiał się krótko i wymiótł kolejną strzałkę, tym razem z złotych klonowych liści.
Na placu, przy starej fontannie, stała wieża z zegarem. Kiedyś była częścią większego pawilonu, teraz była samotna i trochę krzywa. Zegar miał dwa czarne wskazówki i cienkie cyfry. Ptaki lubiły siadać na jego daszku. Tego dnia na daszku siedziały trzy gołębie w rządku, jak gdyby pilnowały czegoś.
– Nigdy tu nie wchodzimy blisko – przypomniał Olek, patrząc na tabliczkę: „Nie wspinać się”.
– Nie będziemy się wspinać – uspokoiła go Nela. – Tylko podejdziemy.
Wtedy z wieży zadźwięczał delikatny ton, jakby ktoś dotknął kieliszka palcem. Zegar poruszył jedną wskazówką. Drgnęła, a potem stanęła. Nela poczuła, jak pieg na jej nosie mrowi. Wiatr musnął jej dłoń.
– Słyszysz? – zapytał. – Ktoś woła. Tylko ty możesz to usłyszeć.
Nela zmrużyła oczy i wsłuchała się w to, co było między dźwiękami. Było tam coś jak krople na liściu i jak piórko, które spada. Delikatny głosik, cienki jak włos.
– Nelo... – zawołało coś spod daszku zegara. – Nelo, szybko, proszę.
Olek otworzył plecak i wyjął latarkę, taką małą na baterie. Lubił ją nosić „na wszelki wypadek”.
– Masz – podał Nelę latarkę. – Ja świecę, ty słuchasz.
U podstawy wieży, między płytami, był mały metalowy daszek. Pamiętali go. Zwykle był zamknięty na kłódkę. Dzisiaj kłódka wisiała, ale była otwarta. Drzwiczki uchylały się od wiatru i cichutko stukały.
– To nie jest przypadek – szepnął Olek.
– Wiem – odszepnęła Nela.
Wiatr zaczął krążyć wokół ich kostek. Szumiał jak morze w muszli.
– Gotowa? – spytał. – Poproszono o pomoc. Tylko spokojnie. Wdech, wydech.
Z fontanny chlupnęła woda, jakby klasnęła w dłonie. Gołębie podniosły głowy. Jeden piórkiem dotknął wskazówki zegara, a ta zadrżała znowu.
– Kto tam jest? – zapytała Nela, zbliżając się do drzwiczek. – Kim jesteś?
– Tu – odpowiedział ten cieniutki głosik. – W środku. Zgasło światło.
Nela poczuła, jak jej palce stają się cieplejsze. To było uczucie, jakby trzymała kubek kakao. Może to wiatr dmuchał w nie od środka. Może to jej moc budziła się mocniej.
– Wiatrze, jeśli coś się stanie, pomóż nam – poprosiła.
– Będę obok – zapewnił wiatr. – I pamiętaj, Nelo: mów do rzeczy łagodnie. One lubią, gdy się z nimi rozmawia.
Olek skinął głową i uniósł latarkę. Światło zatańczyło na metalu, odbiło się w małej kałuży i wspięło się po cegłach wieży. Drzwiczki zaskrzypiały. Nela wyciągnęła rękę do klamki. Jej pieg zaiskrzył, wyraźniej niż wcześniej.
Nagle zegar zadźwięczał raz, drugi, trzeci – i wskazówka najmniejsza drgnęła do tyłu, jakby czas zrobił krok wstecz. Wiatr wstrzymał oddech, liście przestały szeleścić, a gołębie poruszyły skrzydłami tak równo, jakby ktoś nimi dyrygował.
– Teraz – wyszeptał wiatr.
Nela wzięła wielki wdech, zacisnęła palce na chłodnej klamce drzwiczek i zaczęła je powoli uchylać...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?