Nela i szepcząca szuflada
W pokoju Neli pachniało kredkami, świeżym praniem i porannym słońcem. Zasłony w białe kropki kołysały się lekko przy otwartym oknie. Na półce tykał Budzik Bim-Bam, na biurku czekała Lampa Lula, a obok nich stał Kubek Groszek w zielone grochy. Na krześle wisiał Plecak Pan Paki, wypchany zeszytami i przekonany, że jest najodważniejszy w całym domu.
— Tik-tak, dzień dobry — zadzwonił cicho Bim-Bam. — Czas wstawać, Nelu.
— Już wstaję — mruknęła Nela, przeciągając się jak kot. Jej stopy dotknęły miękkiego dywanu w kształcie chmury. — Dzień dobry, Bim-Bamie. Dzień dobry, Lulo. Cześć, Groszku. Hej, Panie Paki.
— Hej, heeej! — odpowiedział Pan Paki, aż pasek mu podskoczył. — Dziś mam siłę jak dwa plecaki!
— A ja mam dziś kolor malinowy — pochwaliła się Kredka Rysia, wyłaniając się z kubka na ołówki. — Mogę narysować coś pięknego. Może balon? Albo serce? Albo mapę?
— Mapę czego? — zachichotał Groszek, stukając uszkiem o biurko.
Zza szuflady dobiegł nagle cichy, przeciągły dźwięk: szuuu... szuuu...
Nela zastygła. Słońce tańczyło na jej podłodze w żółtych paskach, a ten szept płynął jak wiaterek od dywanu aż do jej palców.
— Słyszeliście? — spytała, przykładając ucho do biurka.
— To nie ja — powiedział Bim-Bam pospiesznie. — Ja potrafię tylko dzwonić.
— I nie ja — dodała Lula i zapaliła ciepłe światło, jakby chciała zajrzeć pod drewno.
— To brzmiało jak... jak mój kuzyn, Papier Śniący — szepnęła Rysia. — On zawsze tak szeleści, gdy chce, żeby ktoś go odnalazł.
Nela położyła dłoń na dolnej szufladzie. Była chłodna i gładka.
— Halo? — powiedziała szeptem. — Kto tam?
— Nela... — odpowiedział głosik z wnętrza. — Nela, posłuchaj...
Dziewczynka zerknęła na Pana Paki. Plecak poprawił ramiączko, żeby wyglądać poważniej.
— Nie otwieraj tak od razu — ostrzegł. — Trzeba najpierw sprawdzić, czy szuflada ma humor. Szuflady są kapryśne.
— Kapryśne? — parsknął Groszek. — Prawdziwe gwiazdy to kubki w grochy, nie szuflady.
— Szuuu... — znów zaszeleściło w środku, tym razem trochę głośniej. — Proszę...
Nela pociągnęła za uchwyt. Szuflada ani drgnęła.
— Zakluczona — orzekł Bim-Bam bardzo ważnym głosem. — Słyszę to po ciszy. Cisza brzęczy inaczej, gdy klucz śpi.
— Klucz! — zawołała Rysia. — Kto widział kluczyk do szuflad Neli?
— Hm, hm — odchrząknęła Lula, oświetlając krawędź biurka. — Widziałam wczoraj, jak bawił się w chowanego z pinezkami. Schował się, ale gdzie?
— Może w mojej przedniej kieszeni? — zaproponował Pan Paki, nadziewając się brzuchem na krzesło. — Tam zawsze jest miło i miękko.
— Sprawdzę — powiedziała Nela. Wsadziła rękę do kieszeni plecaka. Wyciągnęła rulonik gumki do mazania, karteczkę z kotkiem, guzik o kształcie gwiazdki, ale kluczyka nie było.
— A może pod dywanem? — zasugerował Groszek. — Czasem tam turla się wszystko, co okrągłe.
Nela uniosła róg dywanu. Znalazła sprytnie schowaną naklejkę z tęczą i drobną moneta, która szybko uciekła pod fotel, ale kluczyka nadal nie mieli.
— Szu... tu... — wymówił głosik ze środka, jakby mu się spieszyło. — Czas...
Bim-Bam chrząknął z niepokojem. — Nie lubię, gdy czas coś popędza. Czy ktoś jeszcze słyszy, jak tyka powietrze?
— Ja słyszę — powiedziała Rysia i poruszyła czubkiem, zostawiając na kartce malutką malinową kropkę. — Słyszę też, że trzeba zrobić plan.
— Plan? — powtórzył Pan Paki dumnie. — Ja uwielbiam plany. Plan pierwszy: znajdź kluczyk. Plan drugi: otwórz szufladę. Plan trzeci: ochroń Nelę, jeśli coś wyskoczy. Mam paski do przytulania i zamki do zatrzaskiwania!
— A ja mam światło — dodała Lula. — I nie zawaham się go użyć.
Nela rozejrzała się po pokoju. Na parapecie unosił się listek, niesiony lekkim wiatrem. Na krześle szalik zsunął się na podłogę i ułożył w pętelkę, jak znak. Pod biurkiem leżał cieniutki sznureczek z koralików.
— Patrzcie! — krzyknęła. — Koraliki tworzą ścieżkę!
Sznureczek biegł od biurka, mijał dywan, skręcał przy regale z książkami i kończył się tuż przy łóżku Neli. Dziewczynka uklękła i zajrzała pod spód.
— Halo? — zawołała pod łóżko. — Czy ktoś widział mój kluczyk?
Coś małego brzęknęło o deskę. To nie był potwór, tylko bardzo lekki dźwięk, jak gdyby ktoś upuścił kroplę deszczu, ale ze szkła.
— Tam jest! — zapiszczała Rysia. — Tam! Widziałam błysk!
Nela wsunęła rękę głębiej. Najpierw trafiła na pluszową łapkę misia, potem na zagubioną skarpetkę w gwiazdy. I nagle — brzdęk! — pod palcami poczuła chłodny kształt z ząbkami.
— Mam! — triumfalnie zawołała. — Maleńki kluczyk z chmurką.
— To on, to on! — ucieszył się Bim-Bam. — Słyszę, jak cieszy się metal.
Głos z szuflady odetchnął tak cichutko, że tylko Lula to zauważyła i rozjaśniła światełko odrobinę mocniej.
— Nela... — wyszeptało z wnętrza drewna. — Dziękuję.
— Spokojnie — powiedział Pan Paki, ustawiając się szeroko jak mała straż. — Wszyscy gotowi? Groszku?
— Gotowy do stuknięcia uszkiem, gdy trzeba — odpowiedział Kubek Groszek.
— Rysiu?
— Gotowa narysować drogę ucieczki albo serce odwagi — zarumieniła się Kredka Rysia.
— Lulo?
— Światło będzie delikatne, lecz czujne — obiecała Lampa Lula.
Nela przyklękła przy biurku. Wsunęła kluczyk do maleńkiego zamka. Ząbki wsunęły się gładko, jakby czekały na ten moment od dawna.
— Teraz — szepnęła.
Bim-Bam wstrzymał tik na ułamek sekundy. Pan Paki napiął paski. Groszek przysiadł cichutko, żeby nie zadźwięczeć. Rysia uniosła czubek nad kartką, gotowa malować. Lula rozlała złote światło na uchwyt szuflady.
Nela przekręciła klucz. Klik.
Drzewo zadrżało. Szuflada wydała maleńkie westchnienie, jak buzia, która po długim milczeniu próbuje powiedzieć pierwsze słowo. Uchwyt poruszył się sam, lekko, bardzo lekko.
— Szuuu... — dobiegło z ciemnego wnętrza. — Tylko ostrożnie...
Nela objęła dłonią uchwyt. Poczuła, że jest cieplejszy niż przed chwilą, jakby w środku paliła się drobna gwiazdka. Pociągnęła odrobinkę. Deska zaskrzypiała, a w powietrzu zapachniało igliwiem, jak zimą na rynku, gdy sprzedają choinki.
— Widzicie to? — wzruszyła szeptem. Na brzegu szuflady błysnęło coś jak bardzo cienki promyk, tak cienki, że prawie niewidoczny, a jednak tańczący.
— Widzę — potwierdziła Lula, zwiększając światło o pół migotki. — To wygląda jak nitka światła.
— A jeśli to nitka do zupełnie nowego obrazka? — domyśliła się Rysia, aż drgnęła z przejęcia.
— Albo sznurek, po którym można zejść do przygody — wysapał Pan Paki.
Nela nabrała powietrza, odsunęła szufladę jeszcze o centymetr i wtedy, z głębi, rozległo się ciche, zdecydowane pukanie: raz, dwa, trzy. Z wnętrza buchnęła delikatna poświata, cienka jak oddech. Coś poruszyło się w mroku, tuż przy skraju, i właśnie, właśnie zaczynało się wysuwać...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?