Did You Know?

Na skraju lodu


Na skraju lodu
Nad fiordem szron skrzypiał jak stary pergamin. Z dachu długiego domu jarla Bjorna spływał dym o smaku jałowca, a fale z hukiem przewracały się na kamieniach, wyciągając za sobą nitki wodorostów. Tego ranka wiatr nie niósł zapachu sztormu ani mokrej wełny, tylko coś nowego — metal, który leżał zbyt długo w słonej wodzie. Astrid stała na brzegu, zaciskając palce na poręczy osmolonej łodzi. Była córką cieśli i nawigatorką, która umiała czytać niebo, gdy nawet chmury nie miały ochoty mówić. Obok niej Leif — wysoki, niecierpliwy, z głosem, który potrafił uspokoić łoskot ognia — obracał w dłoniach słoneczny kamień, aż jego mleczne wnętrze zaśpiewało jasnym błękitem. Eir, wieszczka o oczach barwy świeżego lodu, dotykała z kolei mokrego drewna skrzyni, którą rybacy wyciągnęli o świcie z sieci jak niefortunny połów. Skrzynia była ciężka, opleciona żelazem ciemnym jak suszona krew wodorostów. Na wieku biegły wyżłobienia, ale nie takie, jakie Astrid widywała na wiosłach czy spinkach do płaszczy — znaki wydawały się starsze, jakby ktoś pisał nimi, zanim morze nauczyło się ryczeć. Gdy Leif przysunął kamień, wgłębienia zadrżały ledwo widocznym światłem. — Nie wolno jej otwierać tutaj — powiedziała Eir, a dźwięk tych słów przykleił się do wnętrza długiego domu, gdy je wypowiedziała pod dachem. — Jeśli morze ją przyniosło, morze będzie wiedziało, gdzie ją zanieść. I lepiej, żeby było to miejsce daleko od snów naszych dzieci. Jarl Bjorn, o zarzuconym na ramiona wilczym futrze, podrapał się po brodzie. Miał nos jak ostrze siekiery, a jego spojrzenie było surowe jak poranek po pijanej uczcie. — Wyruszycie o zmierzchu. Weźmiesz Wilka Fali, Astrid. Ty, Leif, będziesz trzymał oczy na niebie. Eir... — zawahał się tylko na mgnienie — ...powiesz nam, kiedy trzeba będzie zawrócić. W zatoce łódź sapnęła jak koń, gdy ją pchali w zimną wodę. Słoneczny kamień świecił przy pasie Leifa, ale tracił barwę, kiedy patrzył na północ. Wiatr kręcił się niespokojnie, jakby szukał słów. Astrid owinęła dłoń o ster i poczuła, jak miech powietrza w jej piersi dostraja się do rytmu fal. Płynęli po pasmach szarości. Nad nimi zawisły ptaki, czekające na cudzą odwagę, a pod nimi morze, które z każdą milą cichło, jakby jeszcze nie zdecydowało, co o nich myśli. Kiedy słońce odsunęło się za chmury, pojawiły się pierwsze znaki: woda pod skrzynią gęstniała, jakby łódź przecinała nie ciecz, tylko zatarty pergamin, a powietrze niosło śpiew tak niski, że nie dał się usłyszeć, tylko poczuć w kościach. — Słyszysz? — zapytał Leif, ale Astrid już kiwała głową. Słyszała go od dawna. Był to dźwięk, który przypominał prastare młyny lodu. Zobaczyli skały, zanim je poczuli. Czarne, długie jak zęby olbrzymów, sterczały z wody tworząc krąg. Pośrodku kręgu stały kamienie wyższe od masztu, ułożone w figury, które przyprawiały oczy o zawrót głowy. Słoneczny kamień zgasł zupełnie, a mimo to w powietrzu było jasno, jakby niebo przypomniało sobie o dawno niespłaconym długu. — Skały Śpiących — szepnęła Eir. — Nie nadeptujcie cienia, który wygląda, jakby chciał, żeby go nadepnąć. Zeszli na otoczakowy brzeg, zostawiając Wilka Fali na krótkiej lince, która sprawiała wrażenie nitki zawieszonej nad przepaścią. Fala cofała się i wracała szybciej, niż nakazywała rozsądna matematyka pływów. Z każdym krokiem skrzynia, niesiona przez dwóch mężczyzn, pulsowała ciepłem, aż Astrid miała wrażenie, że trzyma poród powietrza w dłoniach. Kamienie pośrodku kręgu nie były jednak gładkie. Każdy miał na sobie pęknięcia, w których leżał suchy śnieg, choć niebo było bez opadów. Na najwyższym z nich coś jak ślad run jarzyło się tak dyskretnie, że można było uznać to za żart światła. Eir wyciągnęła rękę, nie dotykając, i zamknęła oczy. — Jeszcze krok — powiedziała. — Jeszcze jeden i przestaniemy być sami. Leif wciągnął powietrze tak, jakby miał je oddać do ostatniej kropli. Astrid położyła dłoń na wieku skrzyni. Żelazo było ciepłe, zupełnie nie po zimie. Gdzieś za ich plecami coś plusnęło — nie jak ryba. Jak dłoń, która testuje naciąg liny. — Teraz — wyszeptała Eir. Gdy Astrid przesunęła zasuwę, ziemia pod ich stopami zagrała głęboko, jak bęben zrobiony z nocy. Pęknięcie na najwyższym kamieniu rozsunęło się, a spomiędzy ciemnych krawędzi powiało ciepłem, które nie miało nic wspólnego z ogniem. Powietrze zagęściło się, a światło pod palcami Astrid spłynęło jak woda. Coś ciężkiego poruszyło się po drugiej stronie, tak powoli, że czas sam zaczął zgrzytać. I wtedy usłyszała, jak ktoś wypowiada jej imię — nie tak, jak mówią je ludzie z fiordu, ale tak, jakby pamiętał je przed nimi wszystkimi.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 33
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.