Na granicy dwóch światów
Był początek lipca, a ciepłe bieszczadzkie wieczory przesycał zapach wilgotnej trawy. Lena, Kuba, Antek i Weronika zjechali się po raz pierwszy od miesięcy do odciętej od świata chatki dziadka Lenki. Otaczał ich ogrom, na który czekali cały rok—dzikie lasy, szemrzący potok i mgły snujące się między szarymi szczytami.
Ostatnia noc była burzowa. Kiedy rankiem wyszli przed dom, w powietrzu unosiła się świeżość i coś jeszcze—drobne, błyszczące ślady, jakby ktoś przeciągnął palcem przez rosę na wysokich trawach. Antek pierwszy je zauważył. Kucnął przy zdeptanej kępie dzikiej mięty.
– To nie są ślady sarny – rzucił szeptem. – Zobaczcie.
Odciśnięte w błocie odciski wyglądały na ludzkie, ale były zbyt długie i dziwnie szerokie. Prowadziły do lasu, w miejsce, gdzie ściana drzew gęstniała niemal nieprzyjaźnie.
– Pewnie ktoś przeszedł nocą – stwierdziła Weronika, ale jej głos zdradzał niepewność.
Lena spojrzała na przyjaciół i bez słowa ruszyła śladem odcisków. Reszta zawahała się tylko przez chwilę. Po dziesięciu minutach marszu śladów przybyło—teraz towarzyszyły im porozrzucane opakowania po dziwnie wyglądających batonach, jakie widywali tylko w zagranicznych reklamach.
– Nie brzmi to jak zwykły spacer, co? – zauważył Kuba, przecierając oczy zmęczone od jaskrawego światła, które przenikało przez liście.
Im głębiej zapuszczali się w las, tym bardziej ścieżka zdawała się zmieniać. Drzewa rosły coraz bliżej siebie, a cisza była przerywana tylko skrzypieniem gałęzi i własnym oddechem. W pewnym momencie Lena przystanęła.
– Patrzcie – wyszeptała i wskazała na niewielką polanę.
Na środku, wśród paproci, ktoś postawił żelazną furtkę, zupełnie niepasującą do dzikiego krajobrazu. Za nią wiła się kamienna ścieżka, tak stara, że niemal zniknęła pod mchem. Po drugiej stronie furtki ktoś zostawił rozpięty plecak z zeszytem i starym kompasem.
– Kto to zostawił? – zapytał Antek, przykucając przy furtce. Zeszyt miał zamszową okładkę i zapisane po brzegi strony w języku, który przypominał łacinę, choć litery były dziwne, niemal skręcone spiralnie.
Zanim zdążyli ustalić, co zrobić, rozległ się szelest za ich plecami. Ktoś lub coś poruszało się między drzewami, a delikatny podmuch powietrza przewrócił kilka stron tajemniczego zeszytu. Cała czwórka wstrzymała oddech, wsłuchując się w narastający dźwięk...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?