Most Szeptów i Świetlisty Portal
Nocą, kiedy światło latarni odcinało tylko blade plamy na mokrym bruku, Lena, Kuba i Marcin spotkali się na starym moście na peryferiach miasta. Miejsce to, owiane dawnymi legendami i szeptami przechodniów, przyciągało ich już od kilku tygodni. Szczególnie teraz, gdy rzeka była opadła, a pod mostem odsłoniły się kawałki gliniastego brzegu.
Siedzieli przez chwilę na zwietrzałym murku, dzieląc się puszką taniej kawy z automatu i rozmawiając o wszystkim i o niczym. Miasto spało spokojnie, a tylko z oddali dobiegał dźwięk ostatniego tramwaju. Wtedy Lena zauważyła coś niezwykłego. W murze pod mostem, który zawsze wydawał się jednolity i nieprzystępny, pojawiła się szczelina szerokości dłoni. Przez chwilę wydawało jej się, że w środku coś błyszczy.
– Widzicie to? – szepnęła, wskazując miejsce palcem. Chłopaki przestali rozmawiać i zapatrzyli się w ciemność pod przęsłem. Szczelina rzeczywiście istniała – niemal niewidoczna za dnia, lecz teraz lśniła blado jak rozbite szkło.
Zeszli ostrożnie po śliskiej skarpie, brudząc buty w błocie i czując chłód bijący od starego kamienia. Lena przytknęła dłoń do szczeliny. Kamienie zaczęły dziwnie wibrować pod jej palcami. Przypadkiem nacisnęła fragment z wyrytą spiralą, a wtedy cała ściana zadrżała i powoli, z jękiem stali i szeleszczącym echem, odsunęła się, odsłaniając niski tunel, w którym panował ciemny półmrok.
Zapach ziemi i mokrej cegły uderzył ich w twarze. Kuba pierwszym krokiem wkroczył do środka, rzucając światło latarki na ściany pokryte lśniącymi kryształkami. Marcin ściągnął kaptur i spojrzał na Lenę z niepewną miną, ale ona tylko wzruszyła ramionami i weszła za Kubą. Drzwi w murze zamknęły się za nimi bezgłośnie, zostawiając świat zewnętrzny gdzieś daleko, za grubą ścianą.
Korytarz skręcał lekko w prawo i schodził coraz niżej, a powietrze robiło się coraz cieplejsze, niemal elektryczne. Gdzieś dalej słychać było dźwięki – nie dało się ich rozpoznać, bo przypominały jednocześnie szum i cichy śmiech. W pewnym momencie Lena potknęła się o coś twardego. Kuba przystanął i uniósł latarkę. Przed nimi, niemal na końcu tunelu, wyłaniał się łukowaty portal. Cały pokryty był pulsującym światłem, zdobiony dziwnymi symbolami i wiszącymi kryształami. Przez środek portalu przelewała się mglista poświata, jakby ktoś wlał do niego światło pełni księżyca.
Troje przyjaciół przez chwilę patrzyło na siebie w ciszy. Wystarczyło tylko jeden krok, by sprawdzić, co jest dalej. W tej samej chwili portal zatrząsł się lekko, a z jego środka rozległo się długie, przeciągłe wołanie, przypominające głos, ale zniekształcone, nie z tego świata...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?