Międzyświat: Przejście przez Lustro
Deszcz bębnił o parapet, gdy Lena spoglądała przez zakurzone okno na dwór pogrążony we mgle. Kamienica, do której wprowadziła się z rodziną zaledwie tydzień wcześniej, zdążyła już obudzić w niej niepokój i fascynację. Brakowało światła, nieustannie skrzypiały podłogi, a po nocach korytarzami snuły się zagadkowe szmery.
Tego popołudnia wróciła wcześniej z biblioteki. W kieszeni trzymała stary klucz, który znalazła między deskami strychu. Mały, mosiężny, z misternej roboty główką. "Ciekawe, do czego pasuje?" — mruknęła, obracając go w dłoniach.
Wkrótce Lena znalazła się na trzecim piętrze. Jedne drzwi przy końcu korytarza wyróżniały się: były niemal niewidoczne, jakby ktoś celowo pomalował je na ten sam kolor, co ściana. Drżącą ręką włożyła klucz do zamka. Ku jej zaskoczeniu, zamek ustąpił bez oporu. Z wnętrza buchnęło chłodne powietrze.
Za drzwiami nie było jednak zwykłego pomieszczenia. Wąski korytarz prowadził do ogromnego, popękanego lustra, stojącego samotnie w półmroku. Jego powierzchnia falowała, jakby była zrobiona z ciekłego srebra. Lena zbliżyła się i zobaczyła swoje odbicie – ale coś było nie tak. Dziewczyna po drugiej stronie lustra miała identyczną twarz, lecz jej oczy świeciły się nieznanym, fioletowym blaskiem.
Usłyszała za sobą szybkie kroki. Odwróciła się i stanęła naprzeciw chłopaka, może o rok starszego od niej. Był blady, a jego spojrzenie przeszywało na wskroś.
– Ty też to widzisz? – szepnął, nie spuszczając wzroku z lustra.
Nagle z wnętrza szkła dobiegł przenikliwy krzyk, a cała kamienica zatrzęsła się w posadach. Lena poczuła, jak coś niewidzialnego zaczyna ją wciągać przez powierzchnię lustra. Chłopak rzucił się, by ją złapać, lecz ich dłonie rozminęły się – Lena zanurzyła się w lepkiej, zimnej gęstwinie...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?