Między światłami ruin
To miał być zwyczajny czerwcowy wieczór – słońce już za horyzontem, a na opustoszałych korytarzach liceum im. Kopernika słychać było tylko echa kroków nielicznych nauczycieli sprzątających po zakończonym roku. Lena, Dawid i Maks, zniecierpliwieni świętowaniem końca szkoły, postanowili poszukać wrażeń. Gdy usłyszeli od bibliotekarki o zamurowanym skrzydle starego budynku, uznali, że to idealna sceneria na przygodę.
Przeszli przez podwórko, gdzie pęknięty beton zarastały dzikie paprocie, i zniknęli w cieniu starej szatni. „Tu podobno była kiedyś klatka schodowa do podziemi,” szepnął Maks, przykładając palce do porośniętej pajęczynami ceglanej ściany. Lena zapaliła latarkę w telefonie; w jej bladej poświacie, tuż przy podłodze, dostrzegli wąskie, żelazne drzwi z nietypowym okrągłym zamkiem.
Im dłużej patrzyli na zardzewiałe wejście, tym wyraźniej przez podłogę zaczęło prześwitywać dziwne światło – niebieskie, chłodne, jakby napływało spod ziemi. Dawid, zawsze najodważniejszy, sięgnął do kieszeni po stary klucz znaleziony tego dnia na terenie szkoły. Pasował idealnie. Drzwi otworzyły się z jękiem.
Za nimi nie było typowego korytarza, tylko rozciągająca się w nieskończoność przestrzeń, pełna unoszących się wyżej i niżej wysp z ruinami – szkoły, zamków, fragmentów mostów, a wszystko to spowite wirującym światłem. W oddali przemknął cień przypominający człowieka, choć zbyt wysoki i zbyt smukły, by być czymś znanym. Lena poczuła, że rzeczywistość zaczyna się zaginać, a ciężar w kieszeni zmienia się w drgający impuls. „Może powinniśmy wrócić?” wyszeptała, ale Dawid już zrobił pierwszy krok naprzód – i wyspa pod ich stopami zaczęła się poruszać...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?