Miasto Szeptów: Nocne Sprawy Mówiących Przedmiotów
Wysoko ponad dachami starej dzielnicy, tam gdzie okna sąsiadują z niebem, na poddaszu dziewiętnastowiecznej kamienicy mieszkała Lena. Była artystką, a jej mieszkanie stanowiło prawdziwy labirynt wypełniony niezwykłymi przedmiotami z historią. Niektóre z nich pamiętały poprzednich właścicieli, inne podróż przez pół Europy, a jeszcze inne pierwsze, nieśmiałe promienie słońca wpadające przez kocie okno.
Ale nie wszyscy wiedzieli, że po zmroku, gdy z klatki schodowej znikają ostatnie kroki sąsiadów, a miasto cichnie pod ciężarem nocy, w mieszkaniu Leny zaczyna się prawdziwe życie. Wtedy właśnie budziły się jej przedmioty — i nie chodzi tylko o to, że wyglądały jak żywe. One po prostu... mówiły. Kredens imieniem Bonifacy, wysoki, wiekowy mebel z rzeźbionym blatem, uwielbiał opowiadać historie o dawnych właścicielach. Filiżanka Marta z delikatnego porcelanowego kompletu miała opinię nieco zbyt wścibskiej, a lampa Stanisław — chociaż świecił najjaśniej — najchętniej zostawał w cieniu, mrucząc pod nosem filozoficzne sentencje.
Pewnej parnej, letniej nocy Lena wróciła późno. Na ramieniu miała lnianą torbę, a w niej coś ciężkiego. Domownicy-przedmioty zerknęli po sobie, czując dziwne napięcie. Gdy tylko Lena zasnęła, zaczęły się szeptane narady.
— Co ona przyniosła? — szepnęła Marta, próbując zajrzeć przez szczelinę w szkle witryny.
— Wyglądało jak zegar. Ale... — tu Bonifacy zamyślił się głęboko — nie taki zwyczajny. Czułem od niego chłód aż w zawiasach.
Stanisław rozświetlił się odrobinę mocniej. — Nigdy nie widziałem, żeby Lena była tak zamyślona po powrocie. Ten zegar może być ważny.
Właśnie wtedy torba, cicho stojąca w rogu, zaczęła drżeć. Z wnętrza dobiegł lekki dźwięk — nie tyle tykania, co jakby powolnego przeciągania się po długiej podróży. Przedmioty wstrzymały oddech. Po chwili z torby wychynęła cienka, metaliczna wskazówka, przesuwając się niepewnie po parkiecie.
Nowy zegar wyglądał nietypowo: zamiast tradycyjnych cyfr miał kryształowe symbole, a środek tarczy przypominał oko. Był cichy, niemal nie wydawał dźwięków. Zamiast czegoś powiedzieć, spojrzał na resztę przedmiotów jasnym blaskiem, który mignął w jego wnętrzu. Bonifacy zamknął wszystkie szuflady, a Marta zaczęła trząść się tak mocno, że jej spodka trzeba było podtrzymać.
Stanisław nachylił się tak, że cień jego klosza padł na zegar. — Kim... albo czym jesteś? — zapytał ostrożnie.
Wtedy właśnie w mieszkaniu rozległ się dziwny, metaliczny zgrzyt. Zegar nagle obrócił swoje wskazówki — na wspak, pod prąd czasu — a na kryształowej tarczy pojawił się nieznany symbol. Drzwi wejściowe zatrzęsły się od podmuchu wiatru, mimo że wszystkie okna były zamknięte.
Przedmioty spojrzały po sobie z niepokojem. Noc właśnie zrobiła się jeszcze ciemniejsza i nikt nie wiedział, co przyniesie następna godzina. W tej chwili zegar po raz pierwszy przemówił – jego głos był cichy, ale wyraźny. Czekało go coś, czego żadne z nich jeszcze nie widziało...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?