Miasto pod Cieniami
Gdy Anna przejeżdżała przez kolejne, coraz bardziej opustoszałe wsie, myślała, że nigdy nie dotrze do celu. Obok niej, na przednim siedzeniu, Andrzej rozkładał papierową mapę, bo nawigacja urwała się gdzieś w połowie drogi. Dochodziła siódma wieczorem, niebo przygasało, a światła samochodów obijały się od niskich murków cmentarza, który mijali.
Do miasta, o którym czytali w internecie, podobno prowadziła tylko jedna droga. Powiedziano im, by się nie zatrzymywali, dopóki nie zobaczą starych, żeliwnych bram. Gdy minęli skrzywioną tablicę z nazwą "Rosenheim", silnik samochodu delikatnie zadrżał. Oczy Anny rozszerzyły się, Andrzej zacisnął dłonie na mapie. Pustka – żadnych ludzi, żadnych świateł, tylko rzędy szarych, przysadzistych budynków, których okna przypominały puste oczodoły.
– Na pewno chcesz tu zostać na noc? – zapytał Andrzej, głosem, w którym pobrzmiewały wątpliwości.
– Musimy znaleźć to podziemne wejście. Przecież dlatego przyjechaliśmy – odpowiedziała Anna, choć łamał się jej głos.
Znaleźli niewielki pensjonat, gdzie w oknach wisiały wyblakłe firanki. W środku panowała cisza, jakby czas zatrzymał się wiele lat temu. Postanowili zostawić samochód pod ścianą i ruszyć pieszo – szukali oznak podziemnej trasy, która prowadziła ponoć do centrum miasta, pod rynkiem. Każdy krok odbijał się echem od ścian pustych domów. Cienie wydłużały się i przesuwały pod ich stopy.
Nagle Anna zatrzymała się przy starej studni. Metalowa pokrywa pokryta była rdzą, ale widać było ślady dłoni. Andrzej uklęknął, podniósł pokrywę. Z wnętrza buchnął zimny powiew powietrza, a z dołu dochodził rytmiczny, cichy dźwięk – jakby ktoś, lub coś, poruszało się głęboko pod ziemią.
Patrzyli na siebie w milczeniu. Wiedzieli, że to moment, od którego nie będzie już odwrotu. Anna wyciągnęła latarkę, a Andrzej zadrżał w świetle jej promienia. Wspólnie wzięli głęboki oddech, chwycili się krawędzi studni i zaczęli schodzić po drabince w głąb. Kiedy byli już daleko od powierzchni, światło latarki zatańczyło na ścianach wąskiego korytarza, odsłaniając dziwne symbole i odciśnięte dłonie. Dźwięk z dołu stawał się coraz wyraźniejszy. Nagle z głębi tunelu dobiegł ich szept – ktoś, lub coś, na nich czekało…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?