Did You Know?

Miasto, które śni na jawie


Miasto, które śni na jawie
Siedemnastoletnia Lena mieszkała w Porcie Brzask, gdzie mgła pachniała solą, a latarnie mrugały niesynchronicznie. Zamiast zdjęć kolekcjonowała dźwięki, zapisując je w zeszycie jak mapę, której nikt prócz niej nie rozumiał. Od miesięcy budziła się o 3:07, kiedy miasto wydawało cichy, elektryczny pomruk, przypominający wdech. Tego ranka pomruk zamienił się w wyraźne trzęsienie powietrza, jakby ktoś otwierał zamknięty, ogromny notes. Lena wiedziała, że tego dnia mapa wreszcie otworzy usta i odpowie na od lat niewypowiedziane pytanie. Na murze naprzeciw jej okna ryba z graffiti oderwała się od farby i poruszyła ogonem. — Widzisz to? — zapytał Iwo, który zawsze mówił półgłosem, jakby nie chciał zbudzić snu ulicy. Ryba popłynęła wzdłuż rynny, zostawiając za sobą mokry ślad, chociaż nie spadła ani kropla. Zeszli na ulicę i podążyli za nią, aż do zamkniętej zajezdni, której bramę trzymał łańcuch. Po kostce brukowej biegły srebrne żyłki, jakby ktoś wszył w kamień nici z porannego nieba. Łańcuch sam odsunął się jak zasłona, a plac rozlał się błękitnym światłem, chłodnym jak poranek. W głębi stał tramwaj z numerem, którego w Brzasku nigdy nie używano, podobny do zatrzymanej myśli. Drzwi otworzyły się, ukazując siedzenie z żółtego weluru i książkę oprawioną w poszarzałe płótno żaglowe. Na stronach nie było słów, tylko kropka poruszająca się w rytmie oddechu Leny. Iwo chwycił książkę ostrożnie, jakby trzymał lampę z podwodnym, kapryśnym płomieniem. Z sufitu zwisały przewody, lampy migały seriami, przypominając kod, który Lena znała ze snów o mapach. — To pisze do nas miasto — powiedział Iwo, nie próbując brzmieć rozsądnie, bo rozsądek coraz bardziej zawadzał. Kropka nagle rozlała się w linię, potem w kręgi, które najpierw wyznaczyły ulicę, a potem ją stworzyły. Za oknem, poza halą, pojawił się zaułek, którego nie znali, wąski, lecz prowadzący gdzieś zdecydowanie. W głowie Leny zapaliła się dawna, uparta pewność, że wyobraźnia to nie ucieczka, lecz kierunek. Ruszyli nim, aż natrafili na drzwi zbite z biletów, zszyte zszywkami, pachnące deszczem i atramentem. Z góry sypał się pył, formując litery, które rozpadały się, zanim zdążyli je przeczytać. Pod dłonią Leny papier zadrżał jak skóra bębna, a po drugiej stronie ktoś odsunął zasuwę. Tramwaj w hali zadzwonił samotnie, i wtedy książka rozświetliła się, pokazując ich imiona zapisane ruchem. Drzwi uchyliły się milimetr, a z ciemności wysunęła się dłoń, trzymająca klucz z symbolem, którego brakowało.


Author of this ending:

Age category: 16-17 years
Publication date:
Times read: 24
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.