Mgły Nad Samotną Górą
Noc była zbyt cicha, aby wydawała się zwyczajna. Lena leżała przy otwartym oknie starego domu, wsłuchując się w szelesty, które tylko ona zdawała się słyszeć. Poniżej, w ciemnościach ogrodu, Marek zapalał latarkę, gotów na kolejną próbę odnalezienia przejścia przez dzikie zarośla u stóp Samotnej Góry.
Cała wioska od pokoleń szeptała o ścieżkach, które pojawiały się tylko wtedy, gdy we mgle nie dało się już dostrzec własnej dłoni. Lena i Marek, już nie dzieci, a jeszcze nie dorośli, doskonale wiedzieli, że noc to jedyny czas na szukanie takich miejsc. Tego wieczora oboje czuli, że mgła zasnuła nie tylko dolinę, ale i ich myśli, popychając ich ku czemuś, co dotąd wydawało się tylko legendą.
Wyposażeni jedynie w plecaki, kompas i starą mapę znaleziona na strychu, ruszyli przez łąkę, czując pod stopami miękką, wilgotną trawę. Na granicy światła i cienia, gdzie latarka Marka stawała się bezużyteczna, pojawił się ledwo widoczny szlak. Drzewa rosły tu rzadziej, ich gałęzie splatały się wysoko nad głowami, tworząc sklepienie, pod którym powietrze było cięższe, przesycone zapachem mokrego mchu i ziół, jakich Lena nigdy wcześniej nie czuła.
Wędrowali w milczeniu. Każdy krok oddalał ich od znanego świata, a prowadził ku czemuś, czego nie potrafili nazwać. W pewnym momencie Marek zatrzymał się nagle i zamilkł. Lena zobaczyła przed nimi kamienny łuk, ukryty między korzeniami dwóch olbrzymich dębów. Przez otwór w murze prześwitywało dziwne, niebieskawe światło, pulsujące w rytmie ich przyspieszonego oddechu.
Lena wyciągnęła dłoń i dotknęła wilgotnego kamienia. Powietrze zadrżało. Światło rozbłysło mocniej, a z drugiej strony łuku wyłoniła się sylwetka – wysoka i smukła, z oczami lśniącymi niczym gwiazdy w rozgwieżdżoną noc. Postać, choć nieporuszona, zdawała się zapraszać ich gestem. Marek spojrzał na Lenę – oczy mieli szeroko otwarte, serca waliły im jak szalone.
Za plecami wzmógł się wiatr, mgła zgęstniała jak mleko. Lena zrobiła pierwszy krok w stronę łuku, czując, jak ziemia drży pod stopami. Gdy tylko przeszła przez portal, świat wokół niej zaczął się zmieniać: noc zamieniła się w nieokreśloną porę, cienie tańczyły pośród drzew, a szept niedawno widzianej postaci odbijał się w jej myślach. Chciała zawołać Marka, lecz dźwięk ugrzęzł jej w gardle.
Po chwili oboje stali już po drugiej stronie. Niebieska poświata rozjaśniała drogę prowadzącą w głąb obcej krainy. Kiedy jednak Lena odwróciła się, by spojrzeć za siebie, przejście zniknęło, a wokół nich zapanowała cisza jeszcze głębsza niż ta, którą zostawili w swojej wiosce.
Z oddali nadciągały ciche, powtarzalne dźwięki – jakby ktoś łamał gałęzie i śmiał się cicho, obserwując ich każdy ruch. Marek zacisnął palce na pasku plecaka, Lena instynktownie sięgnęła po kompas. Światło zaczęło drgać, a kontury drzew rozmyły się, ukazując coś, co wykraczało poza ich wyobrażenia o rzeczywistości...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?