Mgły Midgardu: Wyprawa kruka Ingvara
Długie, ostre cienie padały na palisadę osady Skjoll, gdy słońce nikło za bezkresnym lasem. Ingvar, zwany Kruczym Okiem, opierał się o drzewiec swej włóczni, zerkając na morze, gdzie w błękitnym półmroku kołysały się łodzie. Był jednym z najtwardszych wojowników wodza Egilla – młody, lecz już znany z odwagi i przebiegłości.
Tego wieczora na głównym placu zebrała się cała osada. Wśród szmerów i cichych rozmów wybijał się głos Ylvy, tarczowniczki, która nie bała się żadnego mężczyzny ni morza. "Mówią, że na Dalekiej Wyspie leży złoto, którego nie śmiał tknąć nawet berserk!" – zawołała, ściskając topór i splatając płomienne włosy w warkocz. Mężczyźni pokrzykiwali żartobliwie, lecz z szacunkiem – Ylva miała rękę ciężką i serce lojalne.
Wódz Egill przyniósł mapę z pożółkłej skóry. "To ścieżka przez mgły – kto tam popłynie, musi być gotów na wszystko. Ingvarze, Ylvo, wybieram was i jeszcze czterech, którym ufam." Chłód przebiegł przez krąg; nikt nie śmiał się już z wyprawy.
Nazajutrz o świcie sześciu wikingów wypchnęło smukłą łódź na czarne wody fiordu. Przed nimi puchła gęsta mgła, w której słychać było dalekie nawoływania mew i, jakby spod wody, głuche echa bębnów. Ingvar ścisnął rękojeść miecza, a Ylva spojrzała w zamglone niebo: czarny kruk zataczał nad nimi kręgi, jakby chciał coś przekazać.
Gdy noc zapadła, mgła zgęstniała tak, że nie widzieli czubków własnych nosów. Naraz łódź zatrzęsła się, jakby coś wielkiego wynurzyło się spod powierzchni... Wszyscy zamarli – przy burcie pojawił się blask, złowrogie światło, a z mgły dobiegał śmiech, jakiego nikt nigdy nie słyszał.
Cisza zapadła na chwilę, a potem wszystko się zaczęło.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?