Mela i kieszonkowy smok
Mela wparowała do szkolnej biblioteki z wypchanym plecakiem. W przedniej kieszeni spał Kminek, jej smok wielkości pączka. Chrapał cicho, pachniał cynamonem i czasem zjadał ołówki. Dziś Mela musiała oddać atlas potworów i udawać normalną uczennicę. Pani Tracz, bibliotekarka, wierzyła tylko w ciche dzieci i ciche książki. Mela wzięła wdech i postawiła atlas na ladzie. Na drzwiach wisiała tabliczka: Nie dmuchać, nie szeleścić.
Pani Tracz uniosła brew i przyciszyła dzwonek przy drzwiach. – Cisza jest złotem – wyszeptała uroczyście. – A srebro? – spytała Mela odruchowo. – U nas nie przyjmujemy srebra – odparła pani Tracz. Wtedy Kminek obudził się i kichnął do plecaka. Z kieszeni uciekły dwie bańki, pachnące piernikiem. Płynęły nad ladą, odbijając półki i nos pani Tracz. – Komary? – szepnęła bibliotekarka, mrużąc oczy. Mela zasłoniła kieszeń i uśmiechnęła się bardzo niewinnie.
– Jestem głodny liter – syknął Kminek, liżąc znaczki z kart bibliotecznych. – Nie jedz liter, zostaną nam tylko obrazki – błagała Mela. Kolejna czkawka napęczniała mu w policzkach jak balon. Powietrze zadrżało, a regał z encyklopediami lekko się przysunął. Jedna bańka dotknęła dzwonka przy drzwiach i zaczęła rosnąć. – Proszę nie dotykać eksponatów! – dobiegł głos pani Tracz zza stosu kronik. Bańka urosła jak piłka i uniosła atlas ponad ladę. Mela chwyciła za róg, Kminek za okładkę, oboje przestali oddychać. W tym momencie drzwi skrzypnęły, a do biblioteki wszedł dyrektor.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?