Did You Know?

Maski z poddasza


Maski z poddasza
W Halloween Lena odwołała wyjście do klubu i pojechała do domu babci na skraju miasteczka. Miała pilnować dyni w oknie, rozdawać cukierki i poszukać rekwizytów do szkolnego korowodu. Mgła leżała nisko, jakby ulica owinęła się szalikiem, a dzieci w strojach migały jak świetliki. Drewniany dom trzeszczał znajomie, pachniał suszonym jabłkiem i kredą z czasów, gdy był szkołą. Lena lubiła ten dźwięk, ale tego wieczoru każdy szept desek brzmiał jak przyzwyczajający się do niej oddech. Rekwizytów zamierzała szukać na poddaszu, gdzie babcia trzymała pudełka po teatrze amatorskim. Pociągnęła za linkę, klapa opadła, a drabinka zaskrzypiała, jakby protestowała. Na belkach leżał kurz, w którym widać było stare ślady butów i coś, co przypominało krople wosku. W rogu stała skrzynia z literami T.L. i naklejką: „Bal Cieni, 1979”. Kiedy podniosła wieko, znalazła program z nazwiskami, wśród nich Zofia Rudnicka, jej mama, choć nigdy o tym nie wspominała. Wewnątrz leżały cztery maski: Komediant z szerokim uśmiechem, Śpioch z półprzymkniętym okiem, Wędrowiec z zadrapaną brodą i Niemy, gładki jak tafla mleka. Pachniały farbą, pomarańczową skórką i czymś, co przypominało jesienny kurz. Pod maskami leżał ciężki dzwonek, a w aksamitnej kopercie spoczywała kartka: „Nie zakładaj po zmroku. Próba o północy”. Lena parsknęła, ale dzwonek zadźwięczał sam, delikatnie, jakby uprzejmie się przedstawił. Telefon zawibrował; grupa „Nocny Korowód” pytała, czy ma światła i konfetti. „Zaraz wracam,” napisała, pstrykając zdjęcie Nimego i wysyłając je do czatu. Natychmiast pojawił się nowy kontakt: Inspicjent, a na ekranie wyskoczyło: „Nie spóźnij się, Lena. Wejście czternaście”, bez ikony i bez numeru. Poczuła, jak kark jej sztywnieje; odwróciła maskę i zobaczyła od środka wyryte „ZOFIA”. Na przeciwległej ścianie stało zmatowiałe lustro, w którym przez krótką chwilę dostrzegła rząd sylwetek w identycznych maskach, ustawionych za jej plecami. Zajrzała za siebie, lecz poddasze było puste, tylko kurz wirując opadał na skrzynię. Płomyk dyni przy schodach trzepotał, jakby brakowało mu powietrza, a z dołu dobiegło pojedyncze, nieśmiałe pukanie do drzwi wejściowych. Dzwonek w skrzyni brzęknął drugi raz, głośniej, i dotknął drewnianych ścian ciepłym echem. Zanim zdążyła zamknąć wieko, Niemy poruszył się, jakby opadł o milimetr, a lustro pokazało ją już w białej masce, stojącą na scenie pod ciężką kurtyną. Telefon znów zawibrował: „Kurtyna w górę. Teraz” — napisał Inspicjent, a do poddasza zaczęły wolno wspinać się czyjeś lekkie kroki. Odruchem sięgnęła po dzwonek i gładką maskę, by mieć cokolwiek w dłoniach. Wtedy schody jęknęły jeszcze raz, a klapa od spodu drgnęła, jakby ktoś cicho poprosił o wejście.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 25
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.