Mapa spod latarni
Szymek mieszkał przy latarni, tam gdzie kończy się ulica. Po wczorajszej burzy morze wyrzuciło na brzeg butelkę z mapą. Atrament na mapie pływał jak ławica, skręcał i mienił się. Róża wiatrów mrugała do niego czerwonym punktem, jak oko. Na marginesie ktoś zapisał krótko: „Tylko po zmierzchu”.
Gdy zrobiło się szaro, chłopak wsunął mapę pod kurtkę i ruszył. Latarnię zamykał zwykle pan Rybak, ale dziś drzwi były uchylone. Po schodach przemknął Bazyl, kot latarnika, i spojrzał na Szymka. „Miau,” powiedział znacząco, a ogonem wskazał ciemny korytarz. Mapa zadrżała w dłoni chłopca i rozświetliła kamienną posadzkę. Linie przesunęły się i ułożyły strzałkę w stronę piwnicy.
Schodzili razem, słysząc w dole ciche brzęczenie, jak podwodny dzwon. Ściany były wilgotne i solone, pachniały jodem i rdzą. Na murze pojawiały się mokre litery, składane z kropel wody. Układały słowo „Wejście”, a potem dodały: „Nie oglądaj się.” Szymek przełknął ślinę. „Idę, ale tylko kawałek,” wyszeptał. Bazyl parsknął i zniknął pierwszy w czarnej klatce schodowej.
Na końcu tunelu czekały okrągłe drzwi z małym bulajem. Bulaj wyglądał jak oko ryby, pełne ruchomych, srebrnych chmur. Chłopak dotknął metalu. Był ciepły, jak dłoń drugiej osoby. Wtedy mapa zapaliła się złotą nitką i zawibrowała w kieszeni. Za drzwiami coś westchnęło i powiedziało wyraźnie jego imię. Zasuwa podniosła się sama, a bulaj zaczął się powoli otwierać…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?