Did You Know?

Łyżeczka od chmur


Łyżeczka od chmur
Hania mieszkała na trzecim piętrze, w bloku z balkonem, który latem pachniał truskawkami z bazarku, a zimą ciepłym chlebem z piekarni na rogu. Tego ranka padał drobny deszcz. Krople tańczyły na parapecie jak paciorki. W kuchni było jasno i przytulnie. Mama smażyła naleśniki, a kot Migdał kręcił ogonem pod stołem. Hania siedziała na krześle i mieszała kakao. Łyżeczka chrobotała o brzeg kubka, aż nagle… zadrżała. Zadrżała tak delikatnie, jakby ktoś dmuchnął w nią z góry. — Słyszysz to? — Hania pochyliła się, ale mama akurat odwracała naleśnika, więc tylko skinęła głową do patelni. Łyżeczka znowu zadrżała. Tym razem nie jak metal, ale jak… mały wiatr. Mruknęła cicho, aż kakao zrobiło wir w środku, kręcący się jak mała galaktyka. Na powierzchni wiru zamigotało coś białego — jak piórko chmury. Hania przytknęła ucho do kubka. Wir szeptał. Nie słowa, tylko melodię, którą znała z podwórka: ding-ding jak dzwonek roweru Pana Stasia, co dowozi bułki. Tylko skąd rower w kubku? Migdał wskoczył na krzesło obok i wyciągnął łapę do łyżeczki. Pacnął ją, a łyżeczka zadudniła o blat i poturlała się, prosto na serwetkę w kratkę. Zatrzymała się na brzegu i… zostawiła mokry ślad. Nie okrągły. Troszkę jak kreska, a potem druga, krótsza. Hania odsunęła kubek. Ślady układały się w coś w rodzaju strzałki, skierowanej w stronę okna. — Mamo, mogę otworzyć zasłonę? — zapytała. — Możesz, tylko uważaj na doniczki — odpowiedziała mama, nie odrywając wzroku od naleśników. Zasłona była granatowa w białe kropki. Zwykle wisiała spokojnie, ale dziś falowała, chociaż okno było zamknięte. Jakby ktoś po drugiej stronie rysował na niej niewidzialne fale. Hania wsunęła palce w materiał. Był ciepły, jak po słońcu, choć niebo było całe w chmurach. Pod parapetem stały doniczki: bazylia, mięta i mały sukulent z imieniem. Hania nazwała go Kłapek, bo miał liście jak krótkie języczki. Kłapek lekko się przechylił, jakby chciał coś zobaczyć. Łyżeczka znów zamruczała, tym razem już nie cicho. Migdał nastawił uszy, a na serwetce pojawiły się kolejne mokre kreseczki, jak nuty. Ding-ding, pompką i pauza. Hania poczuła, że to nie przypadek. Wstała. Pod podłogą cichutko zaskrzypiała deska, którą nazywali Skrzypkiem. Zawsze grała, gdy ktoś stawiał tam stopę. Hania przeszła po cichu, żeby go nie obudzić, i stanęła przy oknie. Zasłona drgnęła i zahaczyła o jej palce. Materiał był miękki jak piórko. A potem, tuż przy listewce, coś kliknęło. Tak maleńko, że usłyszała to tylko ona. — Migdał, słyszałeś? — szepnęła. Kot wsunął głowę w dół, pod parapet, i prychnął z ciekawością. Pachniało tam mokrym pyłem i bazylią. Hania przykucnęła. Pomiędzy ścianą a grzejnikiem było wąskie miejsce, w którym zwykle ginęły klocki. Teraz jednak mignęło w nim coś jasnego. Wyciągnęła rękę, ale nie dotknęła od razu. Najpierw popatrzyła. Jasna kropka nie była kropką. Była malutkim kółeczkiem. A kółeczko… wyglądało jak klamko-guziczek, taki do naciśnięcia dwoma palcami. Hania zacisnęła usta i policzyła w myślach do trzech. Serce robiło hop-hop, a łyżeczka wciąż mruczała swoją rowerową melodię. — Haniu, smaruję naleśniki dżemem! — zawołała mama z kuchni. — Zaraz! — odpowiedziała Hania, nie odrywając wzroku od jasnego guziczka. Zasłona zafalowała raz jeszcze, jak morze w filiżance. Kropelki deszczu na szybie ułożyły się w dwa krótkie ogonki i jedną dłuższą kreskę. Hania poczuła, że ten rytm jest ważny. Migdał przykleił nos do wąskiej szpary i zamruczał tak samo jak łyżeczka, jakby potwierdzał. Hania przysunęła się bliżej. Chłodny parapet dotknął jej kolan. Ostrożnie wsunęła dwa palce między żebra grzejnika. Guziczek był cieplutki, jak kamyk z plaży schowany w kieszeni. W tej chwili z kuchni stuknęła łyżka o talerz, a w ścianie tuż przed Hanią rozległo się cichutkie… puk. Dziewczynka wstrzymała oddech. Drugie puk było odrobinę głośniejsze. Trzecie przypominało drobny śmiech, jakby ktoś po drugiej stronie próbował nie parsknąć. — Halo? — wyszeptała Hania do guziczka. Migdał poruszył wąsami i spojrzał na nią okrągłymi oczami. Łyżeczka od chmur zadrżała w kubku tak, że wir kakao znów zamigotał. Zasłona odchyliła się sama, a na granatowym materiale wyskoczyły trzy jaśniejsze punkciki, ustawione w linijkę, dokładnie tam, gdzie kończył się parapet. Hania zamknęła na sekundę oczy, wsunęła kciuk i palec wskazujący na jasny guziczek i…


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 38
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.