Listy spod starego klonu
Ola siedziała na niskim murku pod klonem, który wyrastał tuż za ścianą ich kamienicy. Słońce rozświetlało podarty zeszyt i cienie liści tańczyły na stronach, kiedy usiłowała wymyślić temat do opowiadania na polski. Kamienica, w której mieszkała, wyglądała jak wszystkie inne: szare, wysokie ściany, skrzypiące schody, powybijane kafelki na podwórku, wokół których koty i gołębie urządzały swoje małe wojny.
Ostatnio Ola miała wrażenie, że wszystko jest przewidywalne. Zadania domowe, rozmowy na Messengerze, kłótnie z młodszym bratem o pilota. Rutyna. Codzienność, która czasem ciążyła jak ciężki plecak po lekcjach WF-u. Ale dziś, kiedy zrzuciła plecak pod drzewem, zobaczyła coś nietypowego: niewielką, żółtą kopertę wciśniętą między korzenie klonu.
Przez chwilę patrzyła na nią z nieufnością. Może ktoś zgubił list? Może to jakiś śmieć? Ale koperta była zbyt czysta, wyraźnie nowa, a na odwrocie widniał rysunek – klucz i okrągła lupa narysowane fioletowym flamastrem. Ola zaklęła w myślach na swoją ciekawość i sięgnęła po znalezisko.
W środku nie było adresu, ale kartka z równym, starannym pismem:
"Cześć, jeśli to czytasz, to znaczy, że umiesz dostrzegać więcej, niż widzą inni. Klon to miejsce, gdzie świat przeplata się z czymś nieoczywistym. Jeśli masz odwagę, wróć tu o zmierzchu. Zaufaj temu, co usłyszysz lub poczujesz. To dopiero początek."
Ola rozejrzała się. Wszystko wydawało się zwyczajne. Dzieci na rowerach, sąsiadka wyprowadzająca psa. A jednak poczuła, że coś zaczyna drgać tuż pod powierzchnią codzienności. Serce zabiło jej szybciej. Wracając do domu, cały czas myślała o liście. Kim był autor? I co właściwie miał na myśli, pisząc o przeplataniu się światów?
Zebrała się jednak na odwagę. Punktualnie o zmierzchu, gdy światło wyciągało cienie jak długie nitki, Ola wróciła pod klon. W powietrzu unosił się wyjątkowy zapach – świeża ziemia, liście i odrobina czegoś trudnego do określenia, jakby tuszu do pióra. Usiadła na murku, ściskając list i rozglądając się wokół.
Nagle, z wnętrza drzewa, dobiegło ją ciche, melodyjne brzęczenie, niemożliwe do przypisania żadnemu znanemu jej dźwiękowi. Wszystko na podwórku zamarło. Ola poczuła, jak włosy na rękach stają jej dęba. Przysunęła się bliżej pnia, gdy nagle z dziupli w korze wysunęło się światło – jakby ktoś zapalił lampkę od środka...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?