Did You Know?

Linia Zero: Pomiędzy


Linia Zero: Pomiędzy
Mgła przyszła wcześnie, gęsta jak mleko i słona od wiatru znad rzeki. Lampy uliczne rozmazywały się w jej brzuchu w bursztynowe aureole, a miasto brzmiało ciszą, której nie ufa się po zmroku. Nela zsunęła kaptur i wsunęła dłonie w kieszenie kurtki, czując na palcach chłód kluczy. Jej plecak obijał się o biodro — ten sam, w którym nosiła pogniecione mapy miasta i szkicownik pełen naklejanych biletów. — O dwudziestej drugiej trzynaście — powiedział Patryk, przesuwając kciukiem po ekranie telefonu. Jego okulary zaparowały, a za nimi oczy błysnęły ekscytacją. — Wtedy „Zero” pojawia się w rozkładzie. Tylko na trzy minuty. Kaj, najstarszy z nich, stanął na krawędzi wygaszonego torowiska i wciągnął głęboko powietrze. Miał na sobie czapkę z daszkiem, spod której wymykały się ciemne włosy. Zwykle mówił niewiele, ale gdy coś naprawdę go wciągało, w jego ruchach pojawiała się uważność, jak u kota. — A jeżeli to tylko bug w apce? — mruknął, ale nie cofnął się ani o krok. Plotki zaczęły się tydzień temu na ich osiedlowym kanale: screeny rozkładu jazdy z tramwajem o numerze, którego nikt nie widział na żywo. Linia 0. Trasa: Zajezdnia Wschód — Pomiędzy. Pomiędzy. Nela powtarzała to słowo po cichu, aż dziwnie zmiękło jej na języku, jakby było nie do końca z tego miasta. Zajezdnia Wschód leżała na uboczu, za centrum handlowym, gdzie asfalt pękał od korzeni topoli, a węże kabli wisiały nad drucianym płotem jak ciemne liany. Przeszli przez wyrwę w siatce. W środku świat zdawał się trzymać oddech. Rzędy wiat na nieczynnym peronie wyglądały jak szkielety ogromnych owadów, a na mokrych płytach chodnika błyszczały refleksy reklamowego neonu migającego gdzieś daleko. — Tu — Patryk wskazał na rozjazd, gdzie dwie lśniące od wilgoci szyny odchodziły w bok, wprost w ścianę mroku. — Na mapie miasta ten tor się urywa. A jednak… Nela przykucnęła i dotknęła metalu. Był ciepły. Pod opuszkami czuła delikatne drżenie, jakby daleki bas przemieniał się w puls pod ziemią. — Czujecie to? — spytała. — Czuję, że zaraz mnie pogonią ochroniarze — odpowiedział Kaj, ale też przyłożył dłoń do szyny i zamilkł. Czas przeciekał jak strużka deszczu po szybie. 22:11. Patryk wyjął z kieszeni niewielkie urządzenie, które sam złożył ze starego radia i głośnika z gier. Wyglądało jak futurystyczna mydelniczka, ale potrafiło łapać rozmaite sygnały. — Tylko posłuchajmy, czy w ogóle coś tu nadają — mruknął, kręcąc pokrętłem. W głośniku najpierw zaszumiało, potem zamigotał zgrzyt, a wreszcie pojawił się dźwięk tak czysty, że Nela poczuła go w kościach: krótkie, metaliczne ding, jak dzwonek przystankowy. — To nie jest normalna częstotliwość — stwierdził Patryk półgłosem. 22:12. Mgła zgęstniała, tak że krawędzie świata stały się bardziej miękkie. Z daleka dobiegł niski pomruk, najpierw mylony przez mózg z odgłosem rzeki, ale coraz wyraźniejszy i rytmiczny, jak uderzenia serca w ogromnej klatce. Nela wstrzymała oddech. Kaj wyprostował się, oczy szeroko otwarte. — Słyszycie? — powiedział, chociaż już wiedzieli, że tak. 22:13. Z mgły wypłynęło światło. Nie tak jak zwykle, bez chłodnej bieli ledów i zgrzytu żelaza o żelazo. To światło było ciepłe, lekko przygaszone, jak z lamp w starych wagonach, które Nela znała tylko ze zdjęć dziadka. A potem pojawił się on: tramwaj o bocznych ścianach, na których widać było dawne, usunięte dawno temu godło miasta. W szybach odbijały się ich sylwetki, ale odbicie nie było wierne — jakby za ich plecami rozciągała się inna ulica, z innymi latarniami i innym niebem. Na wyświetlaczu z przodu zapalił się napis: 0 POMIĘDZY. Literki miały nierówny rytm, jakby ktoś wystukiwał je palcami od środka szkła. — Nie wierzę — wyszeptał Kaj. Tramwaj zatrzymał się bezszelestnie. Drzwi pozostały zamknięte. Nela podeszła bliżej. Czuła, jak mgła przesiąka jej włosy i kaptur, a pod stopami brukysyjny piach mięknie. Za szybą pusto — rzędy siedzeń tapicerowanych ciemnym materiałem, uchwyty kołyszące się delikatnie, jakby dopiero co ktoś je puścił. Nad nimi mapa linii, lecz zamiast znanych nazw przystanków — obce, intrygujące nazwy: „Most Obłoków”, „Kolonia Szeptów”, „Świetlista Grobla”, „Wzgórze Rzekome”. — Otworzy to? — zapytał Patryk swoją mydelniczką bardziej niż ich. Ding. Ten sam dźwięk, ale bliżej. Drzwi wysunęły się do środka i rozsunęły z miękkim, gumowym westchnieniem. Z wnętrza powiało chłodem, który pachniał mokrą żywicą i czymś metalowym, nowym i starym naraz. Nela zrobiła krok naprzód. Tuż przy wejściu, na szarej podłodze, biegła cienka czarna linia, jak narysowana flamastrem. Na słupku obok drzwi widniał napis, którego wcześniej nie zauważyła: „Przed przekroczeniem — upewnij się, dokąd chcesz jechać”. Serce zaczęło jej bić za głośno. — Może… tylko zajrzymy — powiedziała, choć nie miała pewności, czy mówi do chłopaków, czy do siebie. — Poczekaj — Kaj wyciągnął rękę, ale nie zatrzymał jej w pół gestu. — Słyszeliście znowu? Nela znów nadstawiła ucha. I wtedy z głośników, które do tej pory milczały, rozległ się znajomy ton, ten z komunikatów w zwykłych tramwajach. Tylko że zamiast nazwy przystanku, usłyszeli coś, co kazało im zastygnąć w miejscu: — Nela. Kaj. Patryk. Proszę wsiadać.


Author of this ending:

Age category: 13-15 years
Publication date:
Times read: 29
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.